Close

Samochodem na urlop. Jak zrobić to z głową i bezpiecznie

500, 1000 czy 1500 kilometrów od domu – nieważne, jak daleko wyjeżdżacie na wakacyjny urlop. Zawsze warto przygotować do drogi nie tylko samochód, ale także siebie i pasażerów. Oto rzeczy, na które powinniście zwrócić uwagę.

Na co dzień większość z nas pokonuje samochodami nieznaczne dystanse – kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów. Dbamy o to, żeby samochód był zatankowany i może jeszcze czysty – to w zasadzie wszystko. Ale dłuższe podróże wymagają już większego zaangażowania. Nie tylko po to, by jechało nam się na urlop komfortowo, ale także bezpiecznie i ekonomicznie. Jak zatem przygotować się do dłuższej wycieczki np. nad Adriatyk?

Dopompuj opony

Z reguły nie zwracamy uwagi na to, jakie ciśnienie mamy w kołach, przynajmniej dopóki na zegarach nie wyświetli się pomarańczowy symbol opony z wykrzyknikiem, oznaczający że w którejś gumie jest ono za niskie. Jednak przed każdą dłuższą trasą powinniśmy nie tylko je sprawdzić, ale także… podnieść! Producenci podają dwa parametry ciśnienia w oponach – dla samochodu nieobciążonego i załadowanego. Gdy jedziemy na urlop w cztery osoby plus bagaże, ciśnienie w kołach zazwyczaj powinno być wyższe o 0,2 – 0,4 bara niż normalnie. I warto o to zadbać. Bo ma to wpływ nie tylko na bezpieczeństwo (przyczepność na zakrętach, droga hamowania) ale także zużycie samej gumy i ekonomię jazdy. Samochód, który dźwiga dodatkowe 400-500 kg, przy niezmienionym ciśnieniu może zużywać nawet 0,2 litra paliwa więcej niż przy podniesionym do wartości sugerowanej przez producenta.

Jak bardzo dopompować opony? Informację taką znajdziecie na naklejce, którą najczęściej umieszcza się na progu lub słupku przednich drzwi (widoczna jest po ich otwarciu) lub po wewnętrznej stronie klapki od wlewu paliwa. Jeżeli tam jej nie ma, to dane takie znajdziecie w instrukcji obsługi. Zawsze też można wykonać telefon do ASO Kia.

Dobrze się spakuj

Zazwyczaj po prostu wrzucamy bagaże do bagażnika, nie dbając specjalnie o ich rozmieszczenie. Tymczasem już na etapie pakowania walizek warto przemyśleć gdzie i co będziemy umieszczali w bagażniku. Najcięższe rzeczy powinny znaleźć się na samym końcu bagażnika i jak najniżej. Lżejsze zawsze umieszczamy wyżej i bliżej progu załadunkowego. To ważne szczególnie wtedy, gdy mamy jeszcze np. bagażnik rowerowy na hak. Chodzi o to, by jak najlepiej rozłożyć masę w samochodzie i obniżyć środek ciężkości – te dwa czynniki mają ogromny wpływ na prowadzenie auta. Gdy na samym jego końcu będzie za dużo kilogramów, a w dodatku będą za wysoko, od razu odczujemy to w zakrętach, a także np. podczas przyspieszania. Tył auta będzie za nisko, przód za wysoko. To szczególnie ważne w SUV-ach, które z natury mają wyższy prześwit, większy skok amortyzatora i i wyższy środek ciężkości.

Z tego samego względu do boksu dachowego zawsze chowamy najlżejsze rzeczy, a cięższe – do bagażnika. Sam boks powinien być – w miarę możliwości – umieszczony centralnie na środku dachu.

Absolutnie niedopuszczalne jest pakowanie bagażnika SUV-a albo kombi po dach, bez zastosowania specjalnej siatki oddzielającej przestrzeń bagażową od pasażerskiej. W niektórych krajach (np. Austrii) za takie przewożenie walizek grozi mandat, a dodatkowo policja każe nam „rozwiązać ten problem”. Taką siatkę na wyposażeniu standardowym miała m.in. Kia Ceed kombi, którą niedawno testowałem (o wrażeniach pisałem TUTAJ). Dzięki niej rzeczywista pojemność bagażnika zapakowanego po dach przekraczała – na oko – 800 litrów.

Nie zapomnij o dodatkowym wyposażeniu

Różne kraje mają różne wymagania, jeśli chodzi o dodatkowe wyposażenie samochodu w rzeczy z zakresu bezpieczeństwa. Na przykład austriackie przepisy mówią, że w samochodzie powinno być tyle kamizelek odblaskowych, ilu pasażerów. Co więcej, nie mogą być w bagażniku, tylko we wnętrzu auta (zarówno kamizelki, jak i pasażerowie;-).

Zależnie od państwa, policja różnie podchodzi również do kwestii apteczki w aucie – w Polsce nie ma obowiązku jej wożenia, ale wiele krajów jej wymaga. Podczas zagranicznych kontroli zdarza się również, że funkcjonariusze sprawdzają… datę ważności gaśnicy, więc przed ruszeniem w drogę warto ją skontrolować.

W tym miejscu przypominam również, że policja w innych państwach nie ma obowiązku respektowania polskich przepisów o braku konieczności wożenia przy sobie polisy ubezpieczeniowej i dowodu rejestracyjnego samochodu.  Obowiązkowo musimy mieć je ze sobą, podobnie jak fizyczne prawo jazdy. Co więcej, wyjeżdżając na urlop w Polsce też lepiej zabrać dowód ze sobą. Może się bowiem okazać, że gdy Straż Miejska w jakimś mieście odholuje nam samochód, będzie żądała przy jego wydaniu fizycznego dowodu rejestracyjnego.

Jechać w nocy, czy za dnia?

Każdy organizm jest inny, ale zawsze obowiązuje jasna i prosta zasada – za kółko zawsze wsiadamy wypoczęci. Sam kilka razy jechałem na Południe Europy nocą, tłumacząc sobie, że ruch jest mniejszy, szybciej dotrzemy na miejsce, dzieci będą spały po drodze. Tyle, że taka jazda zdecydowanie bardziej męczy organizm, wymaga większego skupienia, wiąże z większym ryzykiem i stresem. W efekcie potem cały dzień i tak musiałem się regenerować.

Dzisiaj praktykuję inną opcję i polecam ją każdemu. Załóżmy, że mamy wynajęty apartament czy pokój hotelowy w Chorwacji od soboty, a możemy zakwaterować się – jak to zazwyczaj bywa – popołudniu. W nocy z czwartku na piątek porządnie się wysypiamy – idziemy do łózka jak najwcześniej i jak najpóźniej wstajemy. Piątkowe popołudnie poświęcamy na zapakowanie całego samochodu i przygotowanie jego i siebie do drogi w maksymalnym stopniu. Idziemy spać jak najwcześniej, najlepiej już o 21-22. Wstajemy w sobotę około godz. 3:00 nad ranem, robimy toaletę, zjadamy kanapkę, wypijamy kawę i ruszamy w drogę. 

Jak wspomniałem, praktykowałem takie rozwiązanie wielokrotnie i ma mnóstwo zalet. Przez Polskę przejeżdża się błyskawicznie, jest pusto na drogach, bywa jeszcze ciemno (np. w sierpniu), ale nasze drogi znamy przecież najlepiej. Poza granice kraju wyjeżdżamy, gdy jest już jasno. Młodsze dzieci jeszcze zasypiają, zwiększając komfort podróży dorosłych. Na granicach czy bramkach autostradowych są mniejsze korki. Ruch na drogach jest mniejszy, bo zdecydowana większość urlopowiczów wyjeżdża później. Jesteśmy mniej zestresowani i zmęczeni. Na miejsce dojeżdżamy popołudniu (mówię o Chorwacji), mamy czas na rozpakowanie auta, zrobienie zakupów, zjedzenie normalnie kolacji, a przede wszystkim – na normalny sen i zregenerowanie się po podróży. 

Odpoczynek, jedzenie i picie

Woda, woda, jeszcze raz woda – popijajcie ją cały czas podczas jazdy. Odpowiednie nawodnienie jest konieczne dla odpowiedniej pracy mózgu, wpływa na skupienie, szybkość reakcji, koncentrację. Jeść też powinniście. Jeżeli myślicie, że siedząc za kółkiem nie spalacie kalorii i staracie się w związku z tym nie sięgać po przekąski, to też jesteście w błędzie. Kierowca spala 100-120 kcal na godzinę (oczywiście poza standardowym spalaniem spoczynkowym) – wiąże się to nie tyle z ruchami jego rąk i nóg, co z wytężoną pracą mózgu (koncentracja, planowanie, obserwowanie etc,.). Wskazane są zatem kabanoski, warzywa, a nawet batony energetyczne. Lepiej jeść mniej, a częściej, bo już sam proces chrupania nas pobudza. Niemniej niewskazane jest też za dużo jedzenia (np. zbyt obfity obiad), bo może to wywołać senność i obniżyć koncentrację.

Jak często odpoczywać? To też kwestia indywidualna, zależna od wielu czynników: poziomu naszego zmęczenia, osobniczych cech organizmu, komfortu jaki zapewnia nam auto, wytrenowania ciała, wygody fotela, pojemności pęcherza, cierpliwości żony i dzieci itp. Ja generalnie jeżdżę od tankowania do tankowania, ale nie zawsze i nie w każdym przypadku się to sprawdza. Znam osoby, które robią postoje co dwie godziny, aby się rozprostować i zrobić kilka ćwiczeń wspomagających umysł i ciało. Pięć, czy sześć takich postojów w ciągu jednej podróży wydłuża ją raptem o godzinę, ale dojeżdżamy bezpieczniej, spokojniej, mniej zestresowani i zmęczeni.

Wykorzystaj możliwości swojego samochodu

Aktywny tempomat, asystent jazdy autostradowej, asystent pasa ruchu, ulubiona muzyka przez Apple CarPlay czy Android Auto, regulacja odcinka lędźwiowego w fotelu, automatyczna klimatyzacja, wentylacja siedzeń – współczesne auta Kia są wyposażone w mnóstwo udogodnień, które umilają podróże, czynią je bezpieczniejszymi, bardziej komfortowymi i mniej męczącymi. Nie bójcie się z nich korzystać! Mnie na przykład bardzo pomaga zmienianie co jakiś czas wspomnianego podparcia lędźwi w fotelu.

Jeżeli w swoim aucie macie asystenta jazdy autostradowej lub aktywny tempomat, to koniecznie je wypróbujcie właśnie przy okazji wakacyjnych wojaży – zagraniczne autostrady, gdzie ruch jest znacznie płynniejszy niż u nas, idealnie się do tego nadają. Można przejechać setki kilometrów w zasadzie tylko trzymając rękę na kierownicy i obserwując drogę. Mój rekordowy dystans przejechany bez jednego naciśnięcia gazu ani hamulca to prawie 300 km – udało się to w Sorento.

Dobry klimat jest najważniejszy

Mam na myśli nie tylko temperaturę w kabinie (nie powinna być za niska, by dzieci nie dojechały na wakacje przeziębione, ale też nie może być za wysoka, bo to zwiększy waszą senność), ale klimat interpersonalny. Najgorsze są wyjazdy odbywające się w stresie, poganianie pasażerów, frustrowanie się, obarczanie osób trzecich za to, że czegoś nie dopilnowały. To wszystko wpływa na atmosferę podczas jazdy, obciąża psychicznie, dekoncentruje.

Postarajmy się potraktować dojazd na miejsce urlopu nie jako przykry obowiązek, ale już jako część fajnej przygody i początek wypoczynku. Nie irytujmy się, kiedy dzieci chcą siku – częstsze odpoczynki dobrze zrobią również nam. Może zwiedźmy coś po drodze, zatrzymajmy się na parkingu z widokiem na jezioro, zamiast na stacji benzynowej. Dobrze zjedzmy, nie wywierajmy na nikim presji i sami żadnej presji nie ulegajmy. Na szczęście w nowoczesnych samochodach jest to łatwiejsze niż za czasów, gdy nasi rodzice wozili nas na wakacje do Bułgarii swoimi małymi i dużymi Fiatami, Polonezami i Ładami bez klimatyzacji, próbując znaleźć drogę przy pomocy papierowych map i stojąc po kilka godzin na przejściach granicznych. A mimo to mam wrażenie, że byli bardziej wyluzowani, niż większość współczesnych kierowców pędzących na wakacje.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa