Nowy Ceed powinien mieć pod maską przynajmniej motor 2.0 i ze 200 koni, a Sorento – V6. Diesle w Sportage’u po liftingu są nowe, więc gorsze (choć parametry mają identyczne, jak te stare). I absolutnie należy zakazać montowania turbo w motorach benzynowych. Chcemy jeździć wyłącznie wolnossącymi!
Czy czas „porządnych” silników się skończył?
Spis treści:
Od razu uprzedzam: to nie jest moja opinia, to nie są moje słowa i nie ja to napisałem. Zrobiliście to Wy. Serio. Pod komentarzami tutaj na blogu i na Facebooku, w dyskusjach itd. I dotyczy to nie tylko KIAwiarni oraz funpage’a Kia. To, że producenci fundują nam coraz gorsze silniki za coraz wyższe pieniądze jest powszechnym przekonaniem i dotyczy każdej marki – od taniej Dacii, aż po Porsche. Czy naprawdę tak jest?
Cena postępu
Wiele, wiele lat temu silniki były proste jak budowa cepa – żadnych turbosprężarek, skomplikowanego osprzętu, czy sterującej tym wszystkim elektroniki. Gdy coś się zepsuło, wystarczyło walnąć młotkiem, podkleić taśmą albo dokręcić. Ewentualnie wjechać na kanał pod blokiem i od cebulek włosowych na głowie, aż po paznokcie u stóp unurzać się w smarze i oleju.
Wozy z lat 80. przejeżdżały czasem i pół miliona kilometrów, bo tego oczekiwali klienci – kupowali auto nie w leasingu na 2, 3 czy 5 lat, ale nawet na 10 czy 15 lat. Albo na całe życie. Ale w ówczesnych samochodach nie było stref kontrolowanego zgniotu, wygłuszeń, zaawansowanych systemów wspomagających jazdę, poduszek powietrznych, nawigacji, wielostrefowych klimatyzacji etc. W efekcie były lekkie. Nie potrzebowały więc setek koni mechanicznych do tego, by się rozpędzić.

Dziś jest zupełnie inaczej. Wymagamy od samochodu by był maksymalnie bezpieczny, bardzo dobrze wyposażony, komfortowy, ładny, cichy, dobrze się prowadził itd. Nie ma cudów – masa rośnie, a wraz z nią zwiększać musi się także moc. Bo przecież chcemy żeby auto było również dynamiczne i szybkie. A przy okazji jeszcze… ekonomiczne.
Jak ktoś próbuje mi tłumaczyć, że stare silniki były lepsze, a te nowe to dziadostwo, od razu pytam go o to, jakiego telefonu używa. Zazwyczaj wyjmuje z kieszeni najnowszego iPhone’a albo jakiegoś Samsunga, a wtedy ja ze zdziwieniem pytam czemu nie używa Nokii 6310. Przecież była twarda jak skała, solidna i na jednym ładowaniu wytrzymywała nawet 10 dni. Wtedy zaczyna się tłumaczenie, że technologia, nowoczesność, aparat, ekran, internet, płatności zbliżeniowe itd. I dokładnie tak samo jest z samochodami – żądamy żeby były nowoczesne, ale kręcimy nosem, gdy w miejskim aucie ktoś proponuje nam silnik o pojemności 1.0 litra z turbo. Jesteśmy trochę obłudni.
Kosztowna ekologia
Inna sprawa, że producenci nie wpadli sami z siebie na pomysł obniżania pojemności silników, dorzucania im turbosprężarek i podnoszenia mocy. Szczerze mówiąc, było im to zupełnie nie na rękę. Woleliby nadal produkować rzędowe szóstki, poczciwe wolnossące czterocylindrowce, a do luksusowych limuzyn regularnie wsadzać pięciolitrowe V8 lub coś jeszcze większego. Wyszłoby taniej, a klienci by nie narzekali (no, chyba że na zużycie paliwa).

Niestety koncerny nie miały wyboru – musiały unowocześniać silniki, bo zmusiła je do tego Unia Europejska. W latach 80. pojawiły się pierwsze wymogi dotyczące stosowania katalizatorów, a w 1993 r. – norma Euro 1. Z biegiem czasu obostrzenia dotyczące emisji spalin rosły, a do tego doszła walka z dwutlenkiem węgla. Choć CO2 produkowany przez auta odpowiada tylko za 11-12 proc. całkowitej emisji tego gazu w Europie, to Bruksela zrobiła z koncernów motoryzacyjnych chłopców do bicia.
W uproszczeniu system działa tak: Komisja Europejska wyznacza limity emisji CO2 dla samochodów na dane lata. Obecnie jest to 130 g/km (dla porównania, jeszcze w 2007 r. nowe auta emitowały prawie 160 g/km, a w końcówce lat 90. niemal 200 g). Jeżeli średnia dla wszystkich modeli sprzedawanych przez danego producenta mieści się w limicie to wszystko jest ok. Ale przekroczenie normy choćby o 1 g naraża producentów na kary. I to gigantyczne! Pierwszy gram kosztuje 5 euro, drugi 15, trzeci 25, a każdy kolejny – aż 95 euro. I jeszcze przemnożyć to trzeba przez wszystkie sprzedane w danym roku auta.
A teraz wyobraźmy sobie, że taka Kia sprzedała w Europie pół miliona aut, ale przekroczyła dozwolony limit emisji dwutlenku węgla o 3 gramy. Kara w tym wypadku wyniosłaby… 70 mln euro!!! Koreańczycy nie mają więc, podobnie zresztą jak pozostałe marki, wyboru i muszą robić wszystko by obniżać średnią. Szczególnie, że w 2020 r. limit emisji CO2 – zgodnie z zapowiedziami Brukseli – wynosić ma zaledwie 95 g/km. A już od września tego roku każde sprzedawane auto musi spełniać najnowszą normę Euro 6d-TEMP i przechodzić bardziej rygorystyczne testy spalania WLTP.

Nie da się zredukować emisji dwutlenku węgla i spalin w inny sposób niż poprzez zmniejszanie pojemności silników, unowocześnianie ich, dorzucanie filtrów, wprowadzanie do oferty różnego rodzaju napędów hybrydowych czy pojazdów elektrycznych.
Producenci nie są idiotami
Niejednokrotnie słyszałem opinię, że koncerny celowo „psują” silniki, żeby później klienci jeździli do serwisów i wydawali tysiące na ich naprawę. Szczerze? Trudno o większą bzdurę. Gdyby którykolwiek koncern (nie tylko motoryzacyjny) tak postępował, szybko skończyłby na śmietniku historii – wolny rynek i klienci zrobiliby z nim porządek raz, dwa.
Marki w rzeczywistości robią wszystko, aby ich produkty były niezawodne. Z jednej strony muszą spełnić wymogi unijne, z drugiej oczekiwania klientów, z trzeciej – zadbać o to, żeby nowoczesne silniki były niezawodne. I niektórym na pewno doskonale się to udaje. Absolutnie najlepszym na to dowodem jest fakt, że Kia na wszystkie silniki we wszystkich swoich modelach daje aż 7 lat gwarancji. Tak na wolnossące 1.4 MPI w Ceedzie czy 1.6 GDI w Sportage, jak i najnowsze 1.0 T-GDI, 1.4 T-GDI, 1.6 CRDi, czy 2.0 CRDi Mild HEV, dostosowane już do najnowszych norm. Ich opracowanie kosztowało dziesiątki milionów euro.

Tylko głupiec mógłby dać 7 lat gwarancji na coś, co nie jest dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. A o Koreańczykach wiele można powiedzieć, ale na pewno nie to, że są głupcami. I jestem pewien, że wyciągnęli wnioski z jakościowych wpadek z downsizingiem, jakie w przeszłości były udziałem Niemców.
Powiązane
K4 Użytkowy PV5 Aktualności Modele EV3 EV4 EV6 i EV6 GT EV9 Niro EV Picanto Ceed Ceed Kombi ProCeed XCeed Stonic Niro Sportage Sorento Elektryczny (EV) Plug-in Hybrid (PHEV) Hybrydowy (HEV) Spalinowy Ekologiczny Miejski Rodzinny SUV/Crossover Hatchback Kombi
Rabaty, niskie raty, dodatkowe wyposażenie. Kia zmienia cenniki
30 grudnia, 2025
Spalinowy XCeed za jedyne 102 000 zł, hybrydowe Niro za 119 900 zł, nowa Kia EV6 za 155 900 zł,…
Aktualności EV6 i EV6 GT EV9 Sportage Sorento Elektryczny (EV) Plug-in Hybrid (PHEV) Hybrydowy (HEV) Spalinowy SUV/Crossover Technologia
Które modele Kia mają napęd AWD i dla kogo ma to największy sens?
15 grudnia, 2025
Kia w swojej gamie ma kilka modeli z napędem AWD – od kompaktowych SUV-ów po duże auta rodzinne, także elektryczne.…
Aktualności EV3 Niro Sportage Elektryczny (EV) Plug-in Hybrid (PHEV) Hybrydowy (HEV) Spalinowy Rodzinny SUV/Crossover
SUV dla rodziny 2+2. EV3, Niro czy Sportage? Przewodnik po modelach Kia
10 grudnia, 2025
Rodziny 2+2 nie bez powodu najczęściej kupują SUV-y – są one praktyczne, komfortowe, bezpieczne. Dobrze sprawdzają się nie tylko w…