Close

Koronawirus zostawił ślad również na motoryzacji

Dla zdecydowanej większości z nas to był fatalny rok. Odbił się na naszym zdrowiu, na relacjach społecznych, na portfelach, na firmach, na całej gospodarce. Siłą rzeczy, poturbował również branżę motoryzacyjną. Choć nierównomiernie. Jedni oberwali naprawdę solidnie i trudno będzie im się podnieść. Ale byli też tacy, którym udało się uniknąć cięższych ciosów i awansowali w rankingach sprzedaży.

Już początek 2020 roku, gdy jeszcze byliśmy nieświadomi tego, jak szybko rozprzestrzeni się koronawirus, dla branży motoryzacyjnej był wielką niewiadomą i wyzwaniem. Bo 1 stycznia zaczęły obowiązywać nowe normy emisji dwutlenku węgla – limit spadł ze 125 do zaledwie 95 g/km. A nad koncernami zawisło widmo ogromnych kar, jakie będą musiały płacić za przekroczenie norm. Marki zaczęły wycofywać z rynku mniej ekonomiczne motory i inwestować w alternatywne napędy – głównie plug-iny i elektryki. Niektórzy stanęli przed wyzwaniem zredukowania emisji w swoich autach aż o 25-30 gramów! Wydawało się to niemożliwe, biorąc pod uwagę fakt, że do tej pory rocznie udawało się im „zejść” o zaledwie kilka gramów. A najgorsze dopiero miało nadejść…

Pierwszy, wiosenny lock-down wygonił klientów nie tylko z galerii handlowych, ale również z salonów samochodowych. Część marek zareagowała błyskawicznie, otwierając tzw. salony internetowe i dając klientom możliwość obejrzenia aut on-line, porozmawiania z doradcą i załatwienia wszystkich formalności zdalnie, bez konieczności wychodzenia z domu. Jak działały takie salony pokazałem na przykładzie Kii w tym materiale:

Salony Internetowe. Czy zaczniemy kupować samochody w sieci?

Takie działania pozwoliły niektórym zminimalizować straty. Ale nie wszyscy zdążyli i kilka marek zanotowało w ciągu miesiąca spadki sprzedaży na poziomie 50-60 proc. (m.in. Ford i Opel). Tuż przed wakacjami przyszedł czas odwilży i sprzedaż znowu ruszyła. Niektóre miesięczne wyniki były nawet ciut lepsze niż te z roku 2019. Ale dobra atmosfera nie trwała długo, bo już we wrześniu stanęliśmy w obliczu drugiej fali pandemii.

Summa summarum branża motoryzacyjna zakończyła 2020 rok na minusie. Z najnowszych danych instytutu Samar, monitorującego rynek motoryzacyjny, wynika, że od 1 stycznia do 31 grudnia w Polsce zarejestrowano 428 377 nowych samochodów osobowych. To o 127 231 mniej niż w roku 2019, co oznacza, że rynek skurczył się o 22,9 proc. I jest to jeden z największym rocznych spadków w historii polskiego rynku od 1990 roku.

Jednak nie we wszystkich koronawirus oraz nowe normy emisji dwutlenku węgla uderzyły z jednakową siłą. Tradycyjnie już obronną ręką wyszedł z niego segment samochodów premium – w jego przypadku spadek wyniósł tylko 4,63 proc., a pojedyncze marki nawet poprawiły wyniki. Audi aż o 13,25 proc.! Z kolei Mercedesowi udało się wdrapać na 7. miejsce w ogólnym rankingu najpopularniejszych marek. Jak to możliwe? Eksperci i ekonomiści przypominają starą, znaną zasadę, że „W kryzysie bogaci się bogacą”. Dla niektórych z nich kupno auta to rodzaj ucieczki przed inflacją, która już na początku tego roku może się okazać dwucyfrowa.

Ale segment premium stanowi raptem 16 proc. całego motoryzacyjnego rynku. 84 proc. to marki popularne. W tym takie, które przez kryzys stały się… znacznie mniej popularne wśród polskich klientów. Sprzedaż Mazdy spadła o ponad 68 proc., Opel stracił 55,9 proc., zaś Ford 36,7 proc. rynku. Volkswageny i Dacie cieszyły się o ponad 30 proc. mniejszym powodzeniem, a w przypadku Citroena, Peugeota, Renault, Hyundaia, Nissana, Seata spadki wyniosły między 20, a 30 proc.

Na palcach jednej ręki policzyć można marki, w przypadku których spadki sprzedaży były niższe, niż średnia dla całego rynku. Najlepiej poradziła sobie Toyota, która zajęła pierwsze miejsce w ogólnym rankingu i jednocześnie zepchnęła Skodę na drugie miejsce. Czesi w 2020 roku sprzedali nad Wisłą o 17,94 proc. mniej aut niż przed rokiem. Trzecie miejsce należy do Volkswagena, którego jednak kryzys mocno poturbował – stracił dokładnie 30,9 proc. klientów. 

Zaskoczeniem jest czwarte miejsce. Wylądowała na nim… Kia! To oznacza, że marka awansowała w ciągu roku aż o trzy pozycje. Choć sprzedaż jej samochodów również spadła, to nie aż tak bardzo, jak u konkurentów – wynik za 2020 r. był gorszy o 17,96 proc. w porównaniu z 2019. Czyli podobnie, jak u Skody. Tyle, że w liczbach bezwzględnych sytuacja wygląda trochę inaczej – Kia sprzedała o 5278 mniej aut, podczas gdy Skoda o 12312.

Kii w awansie z pewnością pomógł fakt, że inne marki z pierwszej dziesiątki radziły sobie znacznie gorzej. Koreańczycy wyprzedzili Dacię i Forda i to o 3-4 tys. aut. Ten drugi – jak już wspomniałem wyżej – zjechał w dół o 36,7 proc.

Kia znacznie mniej niż konkurenci odczuła skutki pandemii i nowych unijnych regulacji związanych z emisjami CO2 z kilku powodów. Po pierwsze, w tym roku gamę marki zasiliły nowe modele niskoemisyjne – pojawiły się w pełni elektryczne e-Niro i e-Soul, a także plug-iny: XCeed PHEV oraz Ceed kombi PHEV. We wrześniu do salonów wjechało nowe hybrydowe Sorento, zaś w grudniu można było już składać zamówienia na wersję PHEV tego auta. Po drugie, kilka modeli przeszło lifting i dostosowano je do współczesnych standardów, również pod względem silnikowym i bezpieczeństwa. Istotne jest to, że były to niedrogie samochody z niższych segmentów – Picanto, Rio i Stonic. A właśnie takie podczas kryzysów cieszą się większym powodzeniem. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Kia jako jedna z pierwszych marek otworzyła salon internetowy, w którym klienci mogli oglądać i kupować auta bez konieczności wychodzenia z domu.

Najpopularniejsze modele Kia w 2020 roku
(liczba aut dostarczonych klientom)

Jednak czynnikiem decydującym o tym, że Kia wypadła podczas kryzysu lepiej niż inne marki, jest tzw. „value for money”. Badania socjologiczne dowodzą, że w czasach kryzysu ludzie znacznie większą uwagę zwracają na relację ceny do jakości. Po prostu chcą mieć jak najwięcej, za jak mniej. Bardziej niż zwykle zaczyna się liczyć utrata wartości, warunki gwarancyjne, poziom bezpieczeństwa i wyposażenia, a to wszystko za jak najbardziej rozsądne pieniądze. I w tych kategoriach Kia ciągle wygrywa z konkurencją. 

Wystarczy poczytać materiały na temat nowego Sorento, jakie pojawiły się w mediach (znajdziecie je TUTAJ). Z każdego płynie taki sam wniosek – za te pieniądze nie kupi się na rynku samochodu oferującego tyle, co nowy hybrydowy SUV Kia. Kia nie musi już gonić europejskich konkurentów (jak zwykło się dawniej pisać i mówić), tylko sama zaczęła wyznaczać standardy. Przykłady? Sorento to pierwszy hybrydowy siedmioosobowy SUV w Europie. Jako pierwszy ma też asystenta martwego pola z kamerami i centralną poduszkę bezpieczeństwa. Stinger w ogóle nie ma konkurencji. Z kolei e-Niro i e-Soul zdobywają w każdym teście uznanie za zasięg (ponad 450 km). I do tego są najtańszymi na rynku elektrykami, gdy weźmie się pod uwagę cenę za każdy kilometr zasięgu.

Elektryfikacja nabiera rozpędu

Awans Kii na 4. miejsce nie jest dziełem przypadku ani efektem starannie zaplanowanej i przeprowadzonej akcji marketingowej czy reklamowej. Jej samochody stały się po prostu bardzo dobre, a jednocześnie zachowano zdrowy rozsądek, jeżeli chodzi o ich ceny. Mówiąc krótko, zwyciężyło pragmatyczne podejście i jakość.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa