KIAwiarnia
Close

Kia ProCeed GT: pierwsza jazda w Polsce

Niewykluczone, że już widzieliście albo czytaliście kilka testów tego samochodu. Wszystkie jednak były przeprowadzone na hiszpańskich drogach, podczas oficjalnej prezentacji dziennikarskiej. Ja musiałem cierpliwie poczekać, aż auto dotrze nad Wisłę. W końcu Kia ProCeed wpadła w moje ręce na kilka dni i… okazało się, że nie do końca jest tym, czego się spodziewałem.

Wchodząc na stronę Kii i klikając w zakładkę poświęconą ProCeedowi przeczytacie, że jest wszechstronny, odważny i wyjątkowy. I wszystko to prawda. Faktycznie, trzeba było sporo odwagi i fantazji, by wypuścić na rynek kompakt z nadwoziem shooting brake, czyli takie jakby kombi-coupe. Bez dwóch zdań zatem, ProCeed to rodzynek. Nikt w klasie aut popularnych nie oferuje czegoś podobnego. – Tylko czy to wystarczy? Czy dokładnie to samo danie może smakować inaczej wyłącznie dlatego, że zostało nieco estetyczniej i wykwintniej podane? – dokładnie takie pytania sobie zadawałem zanim do niego wsiadłem. I szczerze mówiąc spodziewałem się po prostu Ceeda kombi z jego przejrzystym, ergonomicznym i dobrze wykonanym wnętrzem, uniwersalnym zawieszeniem, dobrym wyciszeniem, dużym bagażnikiem i o dość spokojnym, neutralnym i nienarzucającym się charakterze. Innymi słowy, oczekiwałem porządnego, rozsądnego kompaktowego kombiaka w ciekawszym opakowaniu i nieco szybszego. Nic ponadto. A co zastałem?

Test Kia ProCeed GT

Miłośnik zakrętów

Pierwszy raz wielkie oczy (a raczej uszy) zrobiłem tuż po tym, jak nacisnąłem przycisk Start/Stop. To, co wydobyło się z układu wydechowego nie przypomina żadnego z dotychczasowych Ceedów. Nawet odrobinę. To czysty rock przy folkowej przyśpiewce. Podwójny wydech (prawdziwy, a nie udawany!) gra głęboko i wyraźnie. Po wciśnięciu przycisku „Sport” staje się jeszcze dobitniejszy i groźniejszy – i to nie tylko za sprawą elektroniki, ale również aktywnych klapek. A im wyżej wspina się wskazówka obrotomierza, tym całość gra soczyściej.

No dobra, ruszamy. Od razu czuć, że samochód ma zupełnie inne nastawy zawieszenia niż „normalne” Ceedy. Nie wiem, jak jest w GT Line, ale GT jest po prostu twardy – im bardziej nierówna droga, tym bardziej to czuć. Nie jest to jednak twardość, która kazałby mi się martwić o to, czy moje kości pozostaną na właściwym miejscu. Przeciwnie – właśnie tak wyobrażam sobie sportowe zawieszenie w samochodzie do jazdy na co dzień. Z jednej strony daje do zrozumienia, że w zakrętach potrafi dużo więcej niż przeciętny wóz, a z drugiej – nie powoduje uczucia dyskomfortu zarówno u kierowcy, jak i współpasażerów.

W połączniu z bezpośrednim układem kierowniczym zawieszenie ProCeeda GT czyni z niego prawdziwego króla zakrętów. Zabrałem auto na naprawdę krętą drogę i z każdym łukiem coraz szerzej rozdziawiałem gębę. Wzorcowa sztywność nadwozia, fenomenalna trakcja, doskonałe oddanie na kierownicy tego, co dzieje się z przednimi kołami – wszystko to sprawia, że za kierownicą w ułamku sekundy zapomina się o tym, że prowadzi się wóz o gabarytach kombi. Pod względem kierowania i zachowania w zakrętach to rasowy hot-hatch. Ale bez charakterystycznej dla niektórych aut tego typu nerwowości. Podsterowność pojawia się bardzo późno i w sytuacjach oraz przy prędkościach daleko wykraczających poza zdrowy rozsądek. Co więcej, wówczas kontrola trakcji (którą nomen omen można całkowicie dezaktywować) wkracza do akcji praktycznie niezauważalnie – jedynym znakiem pozwalającym rozpoznać, że pomaga utrzymać przyczepność, jest migająca kontrolka na tablicy przyrządów. Ani na kierownicy, ani w żaden inny sposób tego nie czuć.

ProCeed GT prowadzenie

Zestrojenie całości bardzo przypomina mi auta BMW. Serio. I… nie ma w tym nic dziwnego, bo za dopracowanie podwozia Kia ProCeed GT odpowiadał sam Albert Biermann – człowiek, który przez 30 lat stroił zawieszenia i układy kierownicze w niemieckich autach i to tych oznaczonych literką „M”. Podobno pierwszego dnia prac nad ProCeedem GT powiedział do swoich współpracowników: „Ten samochód ma przejeżdżać zakręty szybciej niż rasowe hot-hatche z mocniejszymi motorami, ale jednocześnie pozostać komfortowy”. Inżynierowie usztywnili to, utwardzili tamto, przekonstruowali owo i zabrali auto na testy – europejskie autostrady, tory, alpejskie serpentyny i do zatłoczonych miast. Biermann sam często siadał za kierownicą i wprowadzał poprawki. Efekt jest moim zdaniem spektakularny.

Mówiąc krótko, jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak prowadzi się Kia ProCeed GT. I naprawdę trudno mi nie uciec od porównania go do… Nie, nie do BMW, ale do Golfa GTI – mojego dotychczasowego idola, jeżeli chodzi o kompromis między frajdą z kręcenia kierownicą, a komfortem jaki zapewnia w codziennym użytkowaniu. Owszem, są na rynku auta jeszcze szybsze (choćby Hyundai i30 N), sztywniejsze i wywołujące większą potliwość dłoni. Ale one cieszą tylko na torze, ewentualnie górskiej drodze, za to w codziennym użytkowaniu są nieco męczące. Tymczasem shooting brake Kii to po prostu złoty środek – emocje połączone ze zdrowym rozsądkiem.

Moc to nie wszystko

To samo powiedzieć można o silniku. 204 konie we współczesnym świecie to nie jest wynik, który może zatrzymać u kogokolwiek akcję serca. Może 20 lat temu, ale dzisiaj? Przecież konkurencja daje 230, 250, 270, a nawet 300 koni. Sęk w tym, że:

  • nie za takie pieniądze,
  • nie w takim nadwoziu,
  • nie tak dobrze ułożone.

Z danych technicznych wynika Kia ProCeed, że pierwsza setka pojawia się na liczniku po 7,5 sekundy, ale nie jest wykluczone, że w rzeczywistości dzieje się to szybciej – moja smarfonowa aplikacja działająca w oparciu o GPS za każdym razem pokazywała wynik mieszczący się między 6 a 7 sekundą. Osobiście nie znam nikogo, kto oczekiwałby lepszego wyniku od kompaktowego kom… pardon – shooting brake’a. A nawet jeśli, to musi być przygotowany na wyłożenie znacznie większej kwoty. I chyba trochę współczuję jego dzieciom…

1,6-litrowy, turbodoładowany motor maksymalny moment obrotowy osiąga już przy 1500 obrotach na minutę i kręci się do 6500. To zapewnia świetną elastyczność – automatyczna skrzynia 7DCT nie musi bez potrzeby redukować przełożeń nawet przy dynamiczniejszym wyprzedzaniu (auto dostępne jest też z tradycyjnym, sześciostopniowym manualem). W ustawieniu „sport” domyślnie schodzi o jeden bieg niżej, a motor w tym trybie spontanicznej reaguje na każde dodanie gazu. I brakuje mi tylko jednego – bardziej agresywnej zmiany przełożeń. Te nawet w „sport” wchodzą płynnie i niezauważanie. A kick-down pozostaje zawsze łagodny. Zbyt łagodny, biorąc pod uwagę sportowy charakter silnika i zawieszenia.

Kia ProCeed 1.6 Turbo

Średnie spalanie Kia ProCeed GT przy normalnej, mieszanej jeździe (autostrada, miasto i drogi pozamiejskie) można utrzymać na poziomie 8 litrów. Ekojazda drogami z ograniczeniami do 70-90 km/h to około 6-7 litrów, a szarżowanie i wykorzystywanie wszystkiego, co Koreańczycy nam dali kończy się wskazaniami komputera przekraczającymi 11 litrów na setkę. W mieście, przy średnim natężeniu ruchu auto spalało bardzo rozsądne 8,5 litra bezołowiówki.

Jeżeli kusi Was odmiana GT to powinniście wiedzieć jeszcze jedno – przy autostradowych prędkościach auto nie pozwala zapomnieć, że nie jest zwyczajnym wozem. Sportowy wydech i brzmienie silnika są donośniejsze, niż w – dajmy na to – 1.4 T-GDi. Nawet w trybie „Comfort”. Mówiąc krótko, we wnętrzu jest nieco głośniej. Nie nazwałbym tego jednak hałasem. To prostu sportowy gang. I na przykład moje dzieci pokochały go tak bardzo, że codziennie zmuszały mnie do jeżdżenia w trybie „sport” (wtedy wydech grał donośniej) i jeszcze prowokowały do łamania przepisów. W tym miejscu dyplomatycznie zdradzę wam tylko, że od 140 w górę ProCeed rozpędza się równie chętnie, jak od 100 do 140. A wena kończy mu się w okolicach 225 km/h. Przynajmniej tak twierdzi producent…

Cena wyjątkowości

Wnętrze „normalnego” Ceeda jest poukładane, przestronne, ergonomiczne, intuicyjne w obsłudze i dobrze wykonane. Pod tym względem w Kia ProCeed GT kompletnie nic się nie zmieniło. Nad głową ubyło co prawda kilka centymetrów (to efekt obniżenia nadwozia w stosunku do kombi), ale nadal nawet kierowcy ponadprzeciętnego wzrostu nie będą mieli problemu ze znalezieniem odpowiedniej, wygodnej pozycji. Dedykowane do tej wersji kubełkowe fotele ze skóry i zamszu są po prostu fenomenalne – świetnie trzymają w zakrętach, ale jednocześnie nie uciskają w boczki. Znowu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że najlepiej pasuje do niech określenie „uniwersalne” – i sportowe, i komfortowe. No i bardzo spodobały mi się wszędobylskie czerwone przeszycia – na tapicerce, drzwiach, kierownicy i skrzyni biegów.

Bagażnik Kia ProCeed ma – jak wynika z danych technicznych – prawie 600 litrów pojemności. Ale pod uwagę trzeba wziąć, że w tym około 100 litrów to schowki pod podłogą – bardzo praktyczne, porządnie wykonane, mieszczące całkiem spore rzeczy. Na właściwy bagaż, czyli walizki i torby zostaje około 500 litrów, co nadal jest świetnym wynikiem. Pakowanie ułatwia regularny kształt bagażnika, a jedyny minus, jaki można mu wytknąć to wysoki próg załadunkowy. To pierwsza cena, jaką trzeba zapłacić za wyjątkowy wygląd tylnej części nadwozia. Drugą jest gorsza widoczność do tyłu w lusterku wstecznym, w porównaniu ze zwykłym kombi  – wysocy kierowcy zobaczą, co dzieje się najwyżej 100 metrów za autem.

ProCeed wnętrze

Podstawowa wersja ProCeeda z manualną skrzynia biegów kosztuje niecałe 110 tys. zł. W standardzie ma skórzano-zamszową tapicerkę, kilka systemów bezpieczeństwa, aktywny wydech, tryb sportowy, 18-calowe felgi ze świetnymi oponami Michelin Pilot Sport 4, reflektory w technologii LED, dostęp bezkluczykowy i oczywiście automatyczną klimatyzację oraz dotykowy ekran LCD z interfejsem Apple CarPlay i Android Auto. Czego chcieć więcej? Niewiele:

  • 6000 zł za dwusprzęgłowy automat 7DCT
  • 2000 zł za pakiet zimowy (podgrzewane przednie fotele, kierownica i przednia szyba)
  • 3500 zł za pakiet premium (automatyczne otwieranie i zamykanie pokrywy bagażnika, elektryczny fotel kierowcy z 8 –kierunkową regulacją oraz funkcją pamięci)
  • 4500 zł za Kia Navi System Plus z 8-calowym ekranem i świetnym nagłośnieniem firmy JBL oraz indukcyjną ładowarką do telefonu
  • 3500 zł za szklany dach sterowany elektrycznie
  • 3000 lub 4000 zł (zależnie od skrzyni biegów) za pakiet bezpieczeństwa, który czyni z Kia ProCeed samochód półautonomiczny. Sam przyspiesza, zwalnia, hamuje, utrzymuje się na swoim pasie ruchu i ma asystenta jazdy w korku.
  • 2300 zł za lakier metalic lub 1000 zł za biały Casa White

Mój typ? Wersja z automatem, biała, wyposażona dodatkowo w Navi Plus (ze względu na JBL), pakiet zimowy i bezpieczeństwa. Razem niecałe 125 000 zł. Za tak wyposażone auto o nietuzinkowej urodzie i z 204-konnym motorem pod maską to… Spokojnie mogę zaryzykować stwierdzenie, że za podobne wozy konkurencji trzeba zapłacić znacznie więcej. A nie, czekajcie… Przecież konkurencja nie ma podobnych wozów. U niej możecie liczyć najwyżej na klasyczne kombi.

Podsumowanie

Zanim wsiadłem do Kia ProCeed GT zdawałem sobie sprawę, że jest wyjątkowy pod względem wyglądu. Ale jednocześnie byłem przekonany, że pod tym lepiej skrojonym ubraniem kryje się de facto zwykły Ceed, tylko może nieco szybszy. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna – Kia ProCeed GT inaczej się prowadzi, inaczej resoruje, inaczej brzmi i daje zupełnie inne odczucia z jazdy. Jest po prostu innym samochodem, skonstruowanym ewidentnie z myślą o tych, którzy oczekują od samochodu emocji. Zarówno wtedy, gdy na niego patrzą, jak i wtedy gdy go prowadzą.

Koreańczykom udało się zbudować niesamowicie uniwersalny wóz – łączący funkcjonalność zamkniętą w nietypowym nadwoziu z radością, jaką daje jeżdżenie nim. Owszem, wymagało to pójścia na pewne kompromisy, ale nie są one specjalnie dokuczliwe. Dowodzą jedynie, że Kii udało się zbudować sportowy wóz, który idealnie nadaje się do jazdy na co dzień. No dobra, muszę to powiedzieć, choć pewnie zaraz będzie burza: Kii udało się zbudować Golfa GTI, tylko w ładniejszym i praktyczniejszym wydaniu. Tak, właśnie tak to czuję. A jeśli myślicie, że przesadzam, konfabuluję, fabularyzuję i koloryzuję to poczytajcie, co o ProCeedzie sądzą inni:

Autogaleria.pl

Autocentrum.pl

Moto.pl

Moto.rp.pl

I jeszcze zobaczcie i posłuchajcie, co Pertyn ględził o tym aucie podczas testów w Hiszpanii:

Powiązane artykuły

Komentarze (7) do “Kia ProCeed GT: pierwsza jazda w Polsce

  1. OK

    Zupełna racja. Nie miałem okazji jeszcze jeździć ProCeedem, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, a Twój tekst, Staszku, tylko to potwierdza, że Kia stworzyła kolejny ciekawy i ambitny samochód. Koreańczycy znowu dają motoryzacyjnemu światu do zrozumienia, że robią auta, które oprócz sportowego wyglądu zapewniają także wrażenia z jazdy, które już przy 204-konnym ProCeedzie GT mogą być bardzo miłe 🙂

  2. Marcin

    A jak ocenia Pan poziom hałasu (wydechu) w trybie normalnym przy prędkościach 120-140? Gdzieś w komentarzach ktoś narzekał że jest głośno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa