KIAwiarnia
Close

Gwiazdy i pojazdy, czyli kto co reklamuje

Zdarza się, że marki motoryzacyjne angażują do swoich reklam znanych aktorów i piosenkarzy – celebrytów, których zna cały świat. Jakie są tego efekty? Zobaczcie sami. Oto dziesięć telewizyjnych spotów reklamowych, w których wystąpili słynni ludzie i… czasami trochę mniej słynne samochody.

Bruce Willis i Daihatsu Mira e:S

Gwiazda Szklanej Pułapki w małej blaszanej pułapce pt. maleńkie Daihatsu? Czemu nie! Szczególnie, że aktor… ani razu nie siedzi w aucie. Reklama pokazana jest z perspektywy jej nagrywania i – jak się jedynie domyślam, bo nie rozumiem ani słowa – ma mieć dowcipny wydźwięk. Choć trzeba szczerze przyznać, że równocześnie pachnie tu nieco absurdem. W jednej ze scen Bruce jest ubrany w skórzany (a może lateksowy?) płaszcz z japońskimi hasłami mającymi opisywać Daihatsu: „Niska cena” i „Niskie koszty paliwa”.

Will Ferrell i Dodge Durango

Amerykańskie koncerny motoryzacyjne do perfekcji opanowały wykorzystywanie swoich gwiazd w reklamach. Tu mamy przykład aktora komediowego, który wciela się w rolę prezentera telewizyjnego Rona Burgundyego z ewidentnymi zaburzeniami. Powstało kilka spotów, w których Ron m.in. przegania tańczącą przy samochodzie parę, wyjaśnia że w schowku zmieszczą się dwie kanapki z indykiem, zestawia auto z koniem oraz… rzuca w nie jajkami. Moim zdaniem jednak najlepsza jest część „Perfect for sax”. Za każdym razem jest dowcipnie, przy czym nie jest to dowcip zbyt wyrafinowany i inteligentny. Reklamy jednocześnie zapowiadały drugą część hitu kinowego pt. „Legenda telewizji”, w której Ferrell zagrał Burgundyego.

Jennifer Lopez i Fiat 500

Ładna dziewczyna, ładne autko, różnorodni ludzie okazujący sobie gesty przyjaźni, sympatyczna muzyka, a do tego klimat nowojorskiego Bronxu i hasło „My World”. Dzieło po prostu przyjemne dla oka. Niestety po publikacji reklamy w TV na jaw wyszło, że… Jennifer Lopez nigdy nie była w Bronxie, a za kierownicą auta jadącego przez dzielnicę siedział dubler. Żeby było jeszcze ciekawiej, podczas kręcenia jednej ze scen Fiat 500 ponoć się… zepsuł. Częścią kampanii był też teledysk do nowego utworu piosenkarko-aktorki „Pappi”, w którym „pięćsetka” zagrała główną rolę. Przekaz? Gdy wsiadasz do Fiata to każdy facet za Tobą lata.

Leonard Nimoy, Zachary Quinto i Audi S7

Niemcy chcieli pokazać, że na nowo zdefiniowali klasę sportowych wozów. Mamy więc tutaj liftbacka kontra sedana, Audi w kontrze do Mercedesa i… Spocka vs. Spocka. Dwóch aktorów, którzy zagrali tę samą postać w dwóch różnych seriach Star Trek. Quinto zastąpił Nimoya głównie z tego względu, że okazał się do niego bardzo podobny. I to pomimo, że pomiędzy oboma dżentelmenami jest aż 46 lat różnicy. Z kolei zadaniem reklamy Audi nie jest zadziwiać czy wywierać wrażenie, ale po prostu czarować widza. I to robi naprawdę dobrze.

Steven Tyler i Kia Stinger

Jest taka doroczna impreza sportowa w USA, która nazywa się Super Bowl. Na pewno słyszeliście. To finałowy mecz sezonu w futbolu amerykańskim, gdy setki milionów widzów siadają przed telewizorami. Także po to, żeby w przerwie reklamowej zobaczyć wyjątkowe, zachwycające, wyprodukowane specjalne na tę jedną, jedyną okazję spoty warte dziesiątki milionów dolarów. Walka między firmami o czas reklamowy w czasie meczu jat tak ogromna, że większość z nich jest odsyłana z kwitkiem. Ostatecznie wygrywają nie tylko Ci, którzy są skłonni słono zapłacić za czas w bloku reklamowym. Liczy się również wyjątkowość samych reklam – dopiero to jest gwarantem wejścia na antenę. Tak było półtora roku temu w przypadku reklamy nowego Stingera, w której wystąpił wokalista zespołu „Aerosmith”. Najpierw jedzie po torze „na wstecznym”, cofając się do czasów swojej młodości, dojeżdża do fanów, wysiada na chwilę… Potem z nieukrywanym zadowoleniem wsiada z powrotem do auta i rusza, tym razem przed siebie. Hasło „Poczuj coś znowu” mówi tu wszystko. Podobnie jak „Dream on” lecące w tle. Genialnie zrobione, przemyślane, świetnie zrealizowane i nawet lekko… wzruszające. Nigdy nie jesteś za stary, ani za młody by kupić sobie Stingera.

Madonna, Clive Owen i BMW M5

Nieżyczliwi twierdzą, że Madonna zagrała tu samą siebie, czyli rozpieszczoną gwiazdę (zresztą tytuł tego spotu to „Star”). Ale według mnie dowiodła, że po prostu ma do siebie dystans. Sama produkcja przypomina filmowe pościgi, jest dowcipna, dynamiczna i ma fabułę. Ponad sześć i pół minuty dobrego… no właśnie, czego? Bo taki spot raczej trudno upchnąć w bloku reklamowym (wersja skrócona trwa prawie trzy minuty). BMW jednak bardzo lubi takie formy promocji swoich aut. Do reklamy najnowszego M5 również zatrudniło Clive’a Owena, a odcinek zatytułowany „Ucieczka” ma ponad 13 minut. Jest szybki samochód, pościg, broń, wybuchy etc. Ogląda się to jak krótką sensację, pachnącą słynnym „Transporterem”.

Jean-Claude Van Damme i Volvo Trucks

Jedna z najsłynniejszych reklam ostatnich lat, nie tylko motoryzacyjnych. Doczekała się mnóstwa przeróbek (m.in. z Chuckiem Norrisem), co jest najlepszym dowodem na to, że głęboko zapadła ludziom w pamięć. Aktor, który zasłynął dzięki spektakularnym scenom walki w filmach i swoim zamiłowaniem do robienia szpagatu, to samo zrobił na dwóch jadących obok siebie i do tyłu ciężarówkach szwedzkiej marki. W tle leci Enya, która może nie pasuje do Van Damme’a ale już do przesłania płynącego z reklamy – jak najbardziej. Mogę oglądać w nieskończoność. Nawet 6 lat po premierze.

Eminem i Chrysler 200

Polecam Wam, byście najpierw kliknęli „play” i obejrzeli tę reklamę. Już? I co? Też byliście skupieni tak, że dopiero na końcu spostrzegliście, że przez całe dwie minuty siedzieliście z rozdziawioną buzią, chłonąc każdy obrazek i każde słowo? Ja tak miałem. Oczarowała mnie prostota obrazu, tekst (jego treść wklejam poniżej filmu) i przesłanie, które jest hołdem złożonym Detroit. Miastu, które – jak mówi sam lektor – było w piekle i z niego wróciło. Moim zdaniem to nie jest reklama samochodu. To epickie dzieło pokazujące, jak wiele można osiągnąć dzięki determinacji i ciężkiej pracy ludzi. Oraz jak ważne jest to, by nie pozwolić umrzeć legendzie. Eminem pokazuje się tu dosłownie w ostatnich sekundach i wypowiada tylko jedną kwestię, która przypomina, gdzie naprawdę znajduje się kolebka motoryzacji: This is the Motor City. And this is what we do.

I got a question for ya. What does a city know about luxury? Hm? What does a town that’s been to hell and back know about the finer things in life? Well I’ll tell ya, more than most. You see its the hottest fires that make the hardest steel. Add hard work and conviction and a know how that runs generations deep in every last one of us. That’s who we are, that’s our story. No its probably not the one you have been reading in the papers. The one being written by folks who have never even been here, who don’t know what where capable of. Because when it comes to luxury its as much of where its from as who its for. Now we’re from America but this isn’t New York City, or the Windy City, or Sin City, and we’re certainly no ones Emerald City. This is the Motor City….and this is what we do.

Robert de Niro i Kia Niro

Już za sam fakt wykorzystania zbieżności nazwy modelu z nazwiskiem wielkiego aktora Koreańczykom należą się brawa. To trochę tak, jakby Lidlowi udało się namówić Brada Pita by reklamował ich pitę. Albo jakby Volkswagen wynajął Vina Diesla do reklamy silników TDI. W spotach z udziałem de Niro występuje zarówno wersja hybrydowa, plug-in, jak i elektryczna Kii. I za każdym razem jest to reklama pokazana z perspektywy jej kręcenia. Do tego dochodzi inteligentny, niekiedy sytuacyjny dowcip. Jest lekko, przyjemnie, z przymrużeniem oka i z dystansem, bez grama nadęcia. Ogląda to człowiek i uśmiecha się pod nosem. Kia dowiodła, że nie trzeba zabierać samochodu w odległe urokliwe zakątki świata, pokazywać jak pędzi z wielką prędkością a za nim unoszą się tumany pyłu, zaś kierowca to młody, spełniony 30-letni przystojniak. Zamiast tego czasami wystarczy wstawić auto do zwykłego studia oraz podejść do tematu kreatywnie i z przymrużeniem oka. Z kolei sam Robert de Niro dowiódł, że choć młodzieniaszkiem już nie jest, to urokiem osobistym bije na głowę niejednego kolegę po fachu z młodego pokolenia. A wszystko to pięknie podsumowuje hasło: „Nie ma jak Niro”. Po prostu. Brawo!

Robert de Niro postanawia zostać hipsterem (na kanale Kia Motors Polska filmik ten zobaczyło już 2,5 mln osób!)

Robert de Niro zamawia pizzę do e-Niro

Robert de Niro słucha Jazzu w Niro

Robert de Niro i echo

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa