KIAwiarnia
Close

Ścigać może się każdy

Jesteś fanem sportów motorowych i samochodów? Kilka razy miałeś okazję sam poszaleć na torze, być może nawet mocnymi, szybkimi wozami? Może Ci się zatem wydawać, że jesteś świetnym kierowcą. Cóż… prawdopodobnie jesteś w błędzie. Dużym błędzie.

Michał Adamiuk miał być rajdowcem, a został radiowcem. Startując w KLR spełnił swoje marzenie

Propozycja gościnnego startu w Kia Lotos Race (KLR) brzmiała dla Michała Adamiuka (prywatnie wielkiego miłośnika wszystkiego, co ma cztery kółka a zawodowo dziennikarz Radia ZET) jak spełnienie marzeń. Ale oznaczała jednocześnie, że w ciągu dosłownie kilku tygodni ma stać się kierowcą wyścigowym. I to od razu rzuconym na głęboką wodę – miał zmierzyć się nie tylko z kilkunastoma znacznie bardziej doświadczonymi rywalami, lecz także z jednym z najsłynniejszych i najtrudniejszych torów świata – włoską Monzą.

Przygodę z KLR trzeba zacząć od wyrobienie licencji wyścigowej. – Bez tego „prawa jazdy” na tor nie opuściłbym nawet boksu – opowiada Adamiuk. Do KLR potrzebna jest licencja stopnia BC – uprawnia do startów w wyścigach torowych, górskich i rallycrossie. Żeby ją zdobyć najpierw trzeba zapisać się do któregoś z automobilklubów. – Ja miałem to już za sobą, bo od czasu startów w amatorskich rajdach kilka lat temu, moja legitymacja Automobilklubu Wschodniego kurzyła się szufladzie. W końcu znów mogłem zrobić z niej użytek – mówi nasz rozmówca.

Kursy na licencję organizuje kilka automobilklubów w Polsce, m. in. na torach w Poznaniu i Kielcach. Zwykle trwają dwa dni i kosztują kilkaset złotych. Pierwszego dnia jest szkolenie teoretyczne z najważniejszych procedur na torze. Jeśli interesujecie się wyścigami – mniej więcej wiecie o co chodzi. A właściwie to mniej, bo samo oglądanie F1 w niedzielne popołudnia nie wystarczy – regulaminy naprawdę trzeba mieć w małym palcu. – Na torze nie ma czasu na zastanawianie się, jak zachować się w razie przerwania wyścigu, co grozi za falstart albo czego chce facet machający przed Tobą czarną flagą z czerwoną kropką. Obowiązkowe lektury to „Międzynarodowy Kodeks Sportowy”, „Regulamin ramowy Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski”, „Przepisy ogólne FIA na torze” i w końcu „Regulamin KIA LOTOS RACE ” – wylicza Adamiuk.

Drugiego dnia szkolenia znad książek przeskoczył za kierownicę. – Jeździ się własnym autem, koniecznie z manualną skrzynią biegów. Podczas zajęć ćwiczymy optymalną linię jazdy, technikę pokonywania zakrętów i szybkiej zmiany biegów. Cały kurs kończy się egzaminami: praktycznym (m. in. z procedury startowej) i teoretycznym – opowiada. Zdany egzamin nie oznacza jeszcze otwartej drogi do licencji. Trzeba odwiedzić lekarza medycyny sportowej i zrobić badania psychologiczne. Bo sport motorowy – wbrew powszechnej opinii – nie polega na siedzeniu w wygodnym fotelu i kręceniu kierownicą. – To trening na siłowni z jednoczesną grą w szachy. Chwila dekoncentracji i lądujesz poza torem. Profesjonalnemu kierowcy pod względem kondycji bliżej do pilota myśliwca niż przeciętnego użytkownika dróg – uważa radiowiec. Dlatego kolejny etap przygotowań zaczął od wizyty u psychologa Jacka Lecha (opracował on standardy takich badań i wymyślił urządzenia do ich przeprowadzania). Przez jego gabinet przewinęła się większość rajdowych i wyścigowych mistrzów Polski. Na pierwszy ogień poszedł klasyczny psychotest, który miał prześwietlić cechy charakteru Adamiuka. – Psycholog musi mieć pewność, że za kierownicą nie będę kipiał agresją albo nie przyjdą mi do głowy myśli samobójcze – wyjaśnia dziennikarz.

Kolejne zadanie wisiało na ścianie – tablica podzielona na kilkadziesiąt kwadratów. W każdym dwie liczby z przedziału 11-41, jedna na górze, druga na dole. Kolejność wymieszana. Zadanie polega na odnajdywaniu (w porządku rosnącym) liczb z góry każdego kwadratu i zapisywaniu na kartce liczb widniejących na dole. Czas zadania: trzy minuty. Ma to sprawdzić zdolność do koncentracji pod presją czasu.

Później przyszedł moment na zbadanie czasu reakcji. To niezwykle ważne, bo na torze wszystko dzieje się dużo szybciej niż na drodze. Dostaje się pulpit z przyciskami i kolorowymi światłami i na sygnał dźwiękowy albo zapalenie się lampki – jak najszybciej trzeba nacisnąć guzik. – Norma dla kierowców wyścigowych czy rajdowych to czas reakcji na poziomie 200-300 milisekund. Mój wynik: 270. Nie jest źle! Wynik powyżej 350 milisekund oznaczałby, że mogę zapomnieć o licencji – opowiada Michał.

„Fortepian” bada czas reakcji. Norma dla kierowców wyścigowych to 200-300 ms

Kolejne urządzenie, z którym trzeba się zmierzyć podczas testów sprawdza koordynację oko-ręka. Światła zapalają się w losowej kolejności i trzeba jak najszybciej nacisnąć umieszczony pod lampką przycisk. Technika dowolna: jedną albo dwiema rękami. U każdego lepiej sprawdza się inna metoda, w zależności od tego jak rozwinięte są poszczególne półkule mózgu. Po tym dziwnym urządzeniu zwanym „fortepianem” jest jeszcze wizyta w ciemni. – Przez kilka minut musiałem siedzieć w totalnym mroku, żeby przyzwyczaić oczy. Wreszcie ekran rozbłyska, a później pojawiają się na nim litery. Chodzi o sprawdzenie jak szybko oko przyzwyczaja się do gwałtownych zmian oświetlenia – wyjaśnia radiowiec, który w młodości chciał być rajdowcem. Po wyjściu z ciemni czekało już na niego zaświadczenie: „Brak przeciwwskazań psychologicznych do prowadzenia pojazdu sportowego”. Nie oznaczało to jednak końca przygotowań.

Adamiuk, jak każdy inny kierowca przygotowujący się do startu w KLR, musiał jeszcze odwiedzić lekarza medycyny sportowej, który przeprowadził dokładny wywiad o przebytych chorobach i urazach. Dziennikarz uspokaja: Jeśli nie macie dużych kłopotów ze zdrowiem czy poważnej wady wzroku – nie będzie problemu. U mnie wszystko przebiegło zgodnie z planem i z gabinetu wyszedłem z pieczątką: „Zdolny do uprawiania sportu samochodowego” .

Po skompletowaniu wszystkich zaświadczeń i wniosków potrzeba jeszcze kilku pieczątek rodzimego automobilklubu, trzech zdjęć i złożenia dokumentów w Polskim Związku Motorowym. Potem pozostaje czekać aż licencja przyjdzie pocztą. – Żmudne formalności miałem z głowy. Wydawało mi się, że czekają mnie już tylko przyjemności – kwituje Adamiuk. Czy aby na pewno? O jego dalszych przygodach z Kia Lotos Race, a także o samej serii wyścigowej przeczytacie w kolejnych odcinkach. Poznacie koszty związane z zakupem samochodu, szczegóły jego budowy, cenę jaką trzeba zapłacić za udział w całym sezonie i… pieniądzach, jakie można na tym zarobić. Pula nagród jest naprawdę imponująca. Ale o tym już kiedy indziej…

 

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa