O Staszku, który chciał być kucharzem

Nazywam się Tinger. Stanisław Tinger. Dla przyjaciół Staszek, dla żony Gary (od „pozmywaj gary”), a dzieci zwracają się do mnie po prostu „Daj pieniądze”. W tym miejscu mógłbym spróbować poprawić sobie samopoczucie i napisać, że jestem fizykiem kwantowym ale smutna prawda jest taka, że skończyłem najbardziej niepotrzebny kierunek na świecie – dziennikarstwo. I w związku z tym chciałbym szczerze uprzedzić najmłodszych z Was: nie idźcie tą drogą. Stracicie mnóstwo czasu. No, chyba że o studiach myślicie w kategorii jednej wielkiej imprezy – w takim wypadku na dziennikarstwie nie stracicie ani minuty.

Zawsze chciałem prowadzić własną knajpę ale uprzedziła mnie w tym Magda Gessler, Wojtek Amaro Basiura, Kuroniowie, Sowa z przyjaciółmi, Kręgliccy i Ronald McDonald. W związku z tym postanowiłem zająć się drugą po jedzeniu rzeczą, jaką lubię w życiu najbardziej – samochodami. Nie w smak mi jednak było brudzenie sobie rąk przy wycinaniu filtrów DPF z Passatów 2.0 TDI więc postanowiłem o autach pisać. Oraz nimi jeździć. I tak od 15 lat.

W codziennym życiu najbardziej nie lubię uczucia, że zapłaciłem za coś znacznie więcej niż jest to warte w rzeczywistości.

Nie staję w kolejkach po klapki z Lidla, ale też nie wydałbym ćwierć miliona złotych na Porsche 718 z czterema cylindrami.

I właśnie dlatego bardzo spodobała mi się Kia – uznałem, że daje najwięcej za najmniej. Dlatego najpierw ją sobie kupiłem (niestety nie cały koncern tylko jeden egzemplarz), a później postanowiłem związać się z nią bliżej pisząc tego bloga. I mam nadzieję, że mi w tym pomożecie. Wystarczy, że nie będziecie ziewali przy lekturze kolejnych postów.

Aha, byłbym zapomniał. Lubię jazdę figurową na lodzie, hoduję pelargonie, nie mogę spać przez książki Danielle Steel, ble ble ble… Czy serio interesuje Was kim i jaki jestem? Nie sądzę. Grunt, żeby Was interesowało to, co tutaj zamieszczam. I na to liczę.

Do przeczytania,

S.Tinger

s.tinger@kiawiarnia.pl