KIAwiarnia
Close

W niczym nie trzeba mnie wyręczać

Gdy miał 19 lat stracił obie ręce. To jednak nie przeszkodziło mu w prowadzeniu auta. Ani nawet w uprawianiu sportów motorowych. Od lat startuje w zawodach driftowych, wystąpił w programie Jeremiego Clarksona i spółki, ma kanał na YouTube z testami samochodów. Bartosz Ostałowski – człowiek, który nawet hamulec ręczny obsługuje nogami.

Jak to się stało?

Co?

Że nie masz obu rąk.

Miałem 19 lat, jechaliśmy z kumplem na motocyklach – on przodem, ja z tyłu. Przejeżdżaliśmy przez skrzyżowanie. Między nas, z podporządkowanej wyjechało auto. Odbiłem, poszedłem ślizgiem i wpadłem na barierkę. Gdyby jej tam nie było, to pewnie wstałbym, otrzepał się i wrócił do domu. Motocykl miał tylko porysowaną owiewkę. W sumie nadawał się do tego, żeby go podnieść i pojechać nim dalej. Ale ja już nie. Lekarze musieli amputować mi obie ręce.

Ludzie po podobnych przejściach bardzo często załamują się, wpadają w depresję, uważają, że już nie mają po co żyć.

U mnie było inaczej. Mam raczej twardą psychikę i bardzo szybko zrozumiałem, że pasywne życie sprawi, że będę uzależniony od innych. Zdany na ich łaskę. A bardzo tego nie chciałem. Zamierzałem być samodzielny. Około roku spędziłem w szpitalach, głównie na rehabilitacji. Nigdy nie miałem depresji, nie przeżyłem załamania. Bez dwóch zdań w ogarnięciu się pomogła mi też pasja. Nie miałem zamiaru rezygnować z motoryzacji. Wróciłem do swojego warsztatu, gdzie stało auto, które przygotowywałem do rajdów z myślą o wyrobieniu międzynarodowej licencji FIA. Wtedy zrozumiałem, że nie mogę nawet wziąć klucza francuskiego żeby przy nim pogrzebać. To bolało.

Ale i tak nie powiedziałeś „pas”.

Nie. Zacząłem szukać informacji na temat tego, jak żyją tacy ludzie jak ja, bez obu rąk. Okazało się, że jest ich bardzo mało. Ale pojawiła się na mojej drodze Kasia Rogowiec – choć straciła ręce w wieku trzech lat to była utalentowaną biatlonistką, księgową, założyła rodzinę itd. Jej przykład bardzo mnie zmotywował. Potem znalazłem w sieci filmiki z jakimś Amerykaninem, który prowadzi auto stopami. To dało mi takiego powera, że następnego dnia kupiłem starego Mercedesa W124 z automatem.

I co, poszedłeś na jakiś kurs?

Takich rzeczy nikt w Polsce nie uczy. Pojechaliśmy z ojcem na lotnisko poćwiczyć. Wytrzymałem za kierownicą 15 minut. Pozycja była tak nienaturalna, ciało bolało mnie w tak nietypowych miejscach, łącznie ze stopą, że po prostu więcej nie dałem rady.

Z upływem czasu było lepiej?

Znacznie! Po trzech miesiącach wyjechałem na drogę publiczną. Na początku jeździłem z pasażerem, który mi asystował, ale po jakimś czasie i to przestało być konieczne. Prawo jazdy zrobiłem jeszcze przed wypadkiem, a później musiałem tylko przejść badania, które potwierdziły, że mogę prowadzić. Na szczęście nie miałem przykurczy mięśni, tików nerwowych itp.

Ale założę się, że policjanci z drogówki, których na pewno nie raz spotkałeś na swojej drodze, drapali się po głowach i zastanawiali, jak to możliwe.

Faktycznie kontrole się zdarzały, szczególnie że nie zapinałem pasów (miałem na to zaświadczenie lekarskie). Gdy otwierałem okno i słyszałem „prawo jazdy poproszę”, odpowiadałem: „Oczywiście, tylko proszę o chwilę cierpliwości bo nie mam rąk, a muszę wyciągnąć dokument z saszetki”. Kładłem ją nogami na dywaniku i zaczynałem w niej grzebać. I wtedy się zaczynało: „Ale jak to, nie ma Pan rąk i prowadzi? To niemożliwe. Nie wierzę, że ma Pan prawo jazdy!”. Potem wołał drugiego kolegę z radiowozu i wspólnie nie mogli się nadziwić. Prosili żebym pokazał jak obracam kierownicę nogami. Ale i tak spotkania z nimi wspominam miło, bo zawsze kończyły się słowami „Życzymy szczęśliwej drogi”.

Dziś jest lepiej?

Zdecydowanie. Raz, że kultura osobista policjantów się zmieniła, dwa że rzadziej mnie zatrzymują bo jeżdżę rozsądniej, a trzy – z reguły jestem już rozpoznawany.

A jesteś rozpoznawany bo startowałeś najpierw w rallycrossie, a teraz w drifcie. I to w tych regularnych, pełnoprawnych zawodach. Ścigasz się z najlepszymi w tym sporcie. I to z sukcesami. Ja w ogóle do tego doszło?

Gdy zacząłem przygodę z rallycrossem i udowodniłem, że brak rąk nie jest tu żadną przeszkodą, pojawili się sponsorzy, dzięki którym zacząłem się rozpędzać. Niestety ta dyscyplina zaczęła w Polsce wymierać, na kilka lat w ogóle zniknęła. Zostały nam zatem starty wyłącznie za granicą. W międzyczasie zaczęła się moda na drift i w każdej wolnej chwili ćwiczyłem jazdę bokami. Tu z pomocą znowu przyszli mi sponsorzy i zaczęliśmy regularne starty w tej dyscyplinie.

Masz jakąś taryfę ulgową na torze?

Absolutnie żadnej. Ani od sędziów, ani od zawodników. A mimo to potrafię wygrać zawody, albo być w czołówce.

Ale wiesz, że nawet jeżeli przegrywasz to i tak ludzie z całej imprezy często zapamiętują tylko Twoje nazwisko? Stałeś się rozpoznawalny do tego stopnia, że wystąpiłeś w programie Grand Tour u Jeremiego Clarksona i spółki.

Zadzwonili do mnie producenci programu i dopytywali, czy faktycznie nie mam rąk i startuję w zawodach driftowych. Pojawił się pomysł bym w finałowym, 13. odcinku serii zmierzył się na torze z prowadzącymi program. To była niesamowita przygoda. I faktycznie sprawiła, że stałem się rozpoznawalny również zagranicą.

Co na to wszystko Międzynarodowa Federacja Samochodowa? Nie widzieli przeciwskazań do przyznania Ci licencji kierowcy wyścigowego?

Zdałem egzamin wzorowo, nie robili żadnych problemów. Ale wydarzyło się coś innego – mój przypadek sprawił, że FIA wreszcie oficjalnie usankcjonowała uczestnictwo osób niepełnosprawnych w zawodach. Wydała dla nich specjalną licencję. Do tej pory wszystko było traktowane uznaniowo i „z przymrużeniem oka”. Do tego zaaprobowali mój samochód, a cała jego dokumentacja trafiła do Genewy gdzie Federacja ma swoją siedzibę. Nadal cały czas jesteśmy w kontakcie i ewidentnie otwierają się na współpracę z niepełnosprawnymi kierowcami. Cieszę się, że mogłem mieć w tym swój udział.

Oprócz startów w zawodach prowadzisz jeszcze kanał na YouTube, w którym prezentujesz samochody i rozmawiasz o motoryzacji z zaproszonymi gośćmi. Skąd w ogóle taki pomysł?

„Pasja na krawędzi” łączy tak naprawdę dwie rzeczy: moje zamiłowanie do motoryzacji i misję projektu Avalon Extreme, który promuje uprawianie sportów ekstremalnych przez osoby niepełnosprawne. Dzięki AE każda taka osoba może np. przejechać się samochodem rajdowym po prawdziwym odcinku specjalnym. Czegoś takiego jeszcze w Polsce nie było! I właśnie z Avalonem wspólnie robimy „Pasję na krawędzi”.

Z myślą o programie przez ostatnich kilka dni jeździłeś Kią Stinger GT – tak po zwykłych drogach publicznych, jak i po torze. Jak ją oceniasz?

Jestem w absolutnym szoku, jak dobre i kompetentne auto zbudowali Koreańczycy. W normalnym użytkowaniu jest komfortowe, ciche i wygodne, a na torze naprawdę nie pęka. Choć z racji tego, jaki sport uprawiam wolałbym wersję wyłącznie z napędem na tył, to z drugiej strony… wyobrażam sobie jak na mokrej czy ośnieżonej drodze Stinger już na starcie objeżdża znacznie mniejsze i droższe BMW M2. Bardzo przypadł mi do gustu.

Ostałowski przejechał Kią Stinger GT ponad 1000 km. Pokonał m.in. trasę ze stolicy do Zakopanego i z powrotem, a także sprawdził auto na torze. Jak wypadło? Materiał ze Stingerem będzie można niebawem obejrzeć na kanale „Pasja na krawędzi” na YouTube

A kto prowadzi samochód, gdy jedziecie gdzieś większą ekipą?

Prawie zawsze ja. Ostatnio nawet zrobiłem prawo jazdy na ciężkie przyczepy, więc teraz mogę naszego zespołowego busa z całym zespołem na pokładzie prowadzić i jeszcze mojego bandziora na lawecie ciągniemy.

Czujesz się trochę mentorem niepełnosprawnych? Masz poczucie, że ich motywujesz, pokazujesz im, że mimo poważnych przeciwności losu można w życiu robić to, co się kocha?

Nie uważam się za mentora, choć jest mi niezmiernie miło, gdy ludzie piszą, że dzięki mnie np. postanowili zrobić prawo jazdy, albo nawet spróbować swoich sił na torze. To również daje mi energię do dalszej pracy. Podobnie jak spotkania motywacyjne z ludźmi – czasami oni naprawdę potrzebują jakiegoś kopa, żeby zająć się swoim życiem. Tym kopem może być zwykła rozmowa i mój przykład. Ja naprawdę nie zrobiłem niczego niezwykłego czy szalonego. Ja po prostu zacząłem realizować plany i marzenia, które zrodziły się w mojej głowie jeszcze wtedy, gdy miałem ręce.

Klikając w to zdjęcie przeniesiesz się na kanał „Pasja na krawędzi” prowadzony przez Bartka

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa