KIAwiarnia
Close

Z pamiętnika elektryka: jak pojechałem po(d) prąd

600 kilometrów, osiem ładowań, 10 litrów paliwa – tak w telegraficznym skrócie wyglądał mój tydzień z Kią Niro Plug-in Hybrid (PHEV). Czy taki samochód ma sens?

Poniedziałek

Odebrałem auto u jednego z warszawskich dealerów. Czyściutkie, wysprzątane i z… bateriami naładowanymi raptem do połowy. Litowo-jonowe, polimerowe akumulatory są tu dużo, dużo większe niż w klasycznym, hybrydowym Niro – ich pojemność to 24,7 Ah. Schowano je pod podłogą bagażnika, przez co jego objętość trochę się skurczyła. Nadal jednak mieści dwie duże walizki. Albo cztery średnie.

Baterie ukryto pod podłogą bagażnika. Zostało jeszcze miejsce na praktyczny schowek

W danych technicznych wyczytałem, że do pełna naładowane baterie wystarczą do przejechania 58 km wyłącznie na prądzie. Teraz komputer pokładowy pokazuje, że energii wystarczy na 24 km. Do domu mam lekko ponad 30. Głównie wiejskimi drogami. Uda się?

Ruszam. Cisza – to pierwsze, co rzuca się w oczy. A raczej w uszy. Do 120 km/h samochód może jechać wyłącznie na elektryce. Niby motorek na prąd ma tylko 60 koni (o 17 więcej niż w normalnej hybrydzie), ale zaskakująco sprawnie rozpędza auto. W mieście na krok nie ustępuje innym samochodom, a do 50-60 km/h nawet im odjeżdża. To zasługa tego, że pełen moment obrotowy jest dostępny od… 500 obrotów silnika na minutę!

Dojeżdżam do domu. Ostatnie 10 km samochód jechał w trybie hybrydowym – silnik spalinowy doładowywał baterie podczas hamowania i zwalniania, a motor elektryczny pomagał przy przyspieszaniu.

Parkuję w garażu, wyciągam z bagażnika ładowarkę, wpinam jedną końcówką do samochodu (klapka, pod którą znajduje się gniazdo jest w lewym przednim błotniku), drugą do zwykłego gniazdka 230V. Idę spać.

Wtorek

Śniadanie, kawa, dzieci ubrane i naszykowane do przedszkola. Idziemy do garażu, odpinam kable (najpierw muszę odblokować centralny zamek, to zabezpieczenie żeby nikt przewodu nie ukradł), pakujemy się do środka, ruszamy. – Tata, ale tu cicho, tylko „ziuuuuu” słychać – mówi najmłodszy. Podoba mu się. Mnie też. Komputer pokazuje 49 km zasięgu. Mniej niż podaje producent bo warunki są trudniejsze – jest gorący poranek, klima chodzi pełną parą.

Ładowarka pokazuje m.in. stan naładowania baterii

Dzieci odwiezione. Czas ruszyć do biura. W jedną stronę mam 38 km. Najpierw 10 km przez wioski i pola, potem 25 km autostradą i ekspresówką i ostatnie 3 km przez miasto, przeważnie w korku. I to samo z powrotem. Świetna trasa testowa. Ciekaw jestem efektów.

Zanim dojeżdżam do autostrady zasięg kurczy się do 40 km – to dlatego, że podczas spokojnej jazdy poza miastem Niro plug-in Hybrid jedzie tylko na akumulatorach. To się zmienia na autostradzie – chcę dynamiczniej przyspieszyć więc wciskam mocniej gaz. Słyszę jak załącza się silnik benzynowy, ale to ledwie słyszalny dźwięk. Żadnego szarpnięcia czy wycia, jak w tych hybrydach z bezstopniowymi skrzyniami. Tu jest dwusprzęgłowy, sześciobiegowy automat DCT. Niezauważalnie, płynnie zmienia przełożenia. I nie drze się, jakby zaraz miał wyskoczyć spod maski.

Dynamika na autostardzie bez zarzutu. Można sprawnie wyprzedzać i przyspieszać. Ruch jednak spory więc trudno rozpędzić się powyżej 120 km/h. Auto znowu zaczyna jechać na elektryce. I tak sobie niezauważalnie skacze między napędem hybrydowym, a elektrycznym. Ja nic nie muszę robić. Przez ostatnie 3 km w korkach motor spalinowy nie włącza się ani razu. Zasięg pokazuje, że zostało mi energii w akumulatorach na… 15 km.

Droga powrotna jest łatwiejsza. Jest późno, luźno i chłodniej. Mniej przyspieszeń i hamowań oznacza mniejsze zużycie energii. Po 15 km jadę już wyłącznie w trybie hybrydowym. Dojeżdżam do domu. Efekt końcowy: średnie zużycie paliwa to 2,6 litra. Powtarzam: ŚREDNIE, co znaczy, że faktycznie zużyłem na tym dystansie 1,8 litra. Nieźle, biorąc pod uwagę, że przejechałem 76 km, z czego 50 po drogach szybkiego ruchu.

Średnie spalanie na dystansie 76 km. I to głównie po autostradzie. Imponujące!

Podłączam auto do gniazdka. Dobranoc.

Środa

To samo: kawa, śniadanie, dzieci. I trochę inna trasa do pracy – krótsza (30 km) i dłuższa jednocześnie (godzina zamiast 40 min). Bez autostrad, za to ze skrzyżowaniami, terenem zabudowanym, sporym ruchem. Silnik benzynowy nie załącza się ani razu. Gdy dojeżdżam do pracy, komputer pokazuje, że zużyłem dokładnie… 0,0 litrów benzyny. To już trzeci dzień z Niro Plug-in i wskazówka pokazująca poziom paliwa w baku jeszcze nawet nie drgnęła. Do zbiornika wchodzą 43 litry bezołowiowej 95. Jak się wyczerpie prąd w bateriach to przejedziecie jeszcze dużo, dużo kilometrów. Myślę, że z 700-800.

Wracam. Jadę dynamiczniej, ale cały czas w trybie elektrycznym. 5 km od domu auto przechodzi na napęd hybrydowy. Energii w bateriach już nie ma. Wystarczyło jej na 45 km. Nieźle, biorąc pod uwagę, że klima chodziła cały czas, a ja nie oszczędzałem zbytnio pedału gazu.

Do garażu, wtyczka w gniazdo, do zobaczenia jutro!

Czwartek

Dziś dłuższy dystans. Muszę sporo pojeździć po mieście i pozałatwiać trochę spraw. Uzbiera się ze 110 km. Zapowiadają chłodniejszy dzień – 20-22 stopnie. Idealna temperatura dla elektryka. Klima może być wyłączona. Może to poprawi zasięg. Gdy tylko wciskam „AC” na klimatyzacji, zasięg na komputerze zwiększa się od razu do 55 km. Dojeżdżam na Ursynów na samej elektryce. Mam jeszcze 20 km zasięgu. No to lecimy na Żoliborz. Zostało jeszcze 8. No to na Mokotów.

Harmonogram ładowania można ustawić na każdy dzień osobno

Dojeżdżam na „oparach prądu”. Patrzę, a w miejscu spotkania jest… ładowarka do samochodów elektrycznych. Darmowa! Korzystam. Spotkanie trwa 1,5 godziny. Gdy wracam do auta, komputer pokazuje że bateria naładowała się w 70 proc. Mam zasięg na 35 km. Ruszam do domu. Tą krótszą drogą. I staram się nie szarżować. Wjeżdżam do garażu z zasięgiem na poziomie 2 km. Udało się! Podpinam się do prądu… Zaraz, zaraz, ciekawe ile bateria ładuje się do pełna. Sprawdzam w danych technicznych – wychodzi na to, że tylko 3 godziny! Przy okazji okazuje się, że mogę zaprogramować czas ładowania np. między godziną 22, a 6 rano. Czyli wtedy, gdy mam tańszą taryfę – prąd kosztuje wtedy połowę tego, co za dnia. Wyliczyłem, że naładowanie akumulatorów do pełna kosztowało mnie będzie raptem 3-4 zł. Ciekawe czy uda mi się to zaprogramować…

Piątek

Udało się! Bateria jest pełna. Dziś wystawimy auto na próbę. Muszę skoczyć do Łodzi. 200 km w obie strony. Autostradą. Będzie dość szybko i dynamicznie. Wrzucam samochód od razu w tryb hybrydowy. Przy dźwigni zmiany biegów jest przycisk, który pozwala wybrać czy chcecie jechać w trybie EV (tylko elektrycznym) czy HEV (hybrydowym). Poza tym, gdy jedziecie w EV i kończy się energia, auto samo przechodzi w HEV. Podobnie jest, gdy trzeba np. dynamiczniej przyspieszyć i zrobicie kick-down pedałem gazu. Potem wraca do EV. Automatycznie. Świetne rozwiązanie, całkowicie bezobsługowe.

Zużycie paliwa z autostrady. Trasa 200 km, prędkość przepisowa

Ale wracajmy na trasę do Łodzi. Ruch spory, dodatkowo utrudniany przez wyprzedzające się tiry. Nie ma sensu jechać 160 km/h i za chwilę 90. Staram się więc utrzymać przepisowe 140 km/h i przewidywać. W trybie HEV auto tak zarządza energią, żeby baterie wykorzystywane były do najbardziej energochłonnych czynności, jak przyspieszanie. A przy hamowaniu czy zwalnianiu auto odzyskuje energię. Efekt: średnie spalanie w obie strony to zaledwie 4,1 litra benzyny!

Garaż, kabel, gniazdko, dobranoc!

Sobota

Budzę się z pytaniem na ustach: ciekawe ile to kosztuje? Dzieci jeszcze śpią, żona popija latte na tarasie. Wchodzę na stronę Kia.pl, ściągam cennik. 127 900 zł. Dużo? Na początku też tak mi się wydaje, ale szybko sprawdzam nielicznych konkurentów i… Okazuje się, że Niro Plug-in Hybrid to najtańsze auto tego typu na rynku!!! A jednak można! Szczególnie, że w standardzie dostajecie zaawansowaną, a przede wszystkim świetnie działającą technologię. A oprócz tego dwusprzęgłową automatyczną skrzynię biegów, dotykowy 5-calowy ekran, elektrycznie składane lusterka boczne, automatyczną dwustrefową klimatyzację, aluminiowe felgi, światła do jazdy dziennej i tylne lampy LED, a nawet pakiet asystentów wspomagających jazdę: automatycznego hamowania, utrzymania auta na pasie ruchu i rozpoznawania zmęczenia kierowcy. To naprawdę niezła okazja! I chyba z tej okazji sobie pojeżdżę. Bezgłośnie i bezemisyjnie.

Zrobiłem 50 km. Nie zużyłem nawet litra paliwa. W weekendy tańsza taryfa na prąd jest przez całą dobę. Mogę ładować po taniości ile dusza zapragnie.

Niedziela

Handlowa. Żona postanawia skoczyć po coś na grilla do marketu za rogiem. Bierze Niro. Nie ma jej 2 godziny. Wraca i stwierdza, że tak jej się spodobał sposób w jaki przyspiesza i jeździ ten samochód, że postanowiła pojechać nim po kiełbasę do Warszawy. Zrobiła 70 km, zużyła cała baterię i 2 litry paliwa. Doskonały wynik, biorąc pod uwagę fakt, że ma nogę ze zbrojonego betonu i jechała autostardą.

Przydatna rzecz: mapa najbliższych ładowarek publicznych. Z darmową aktualizacją przez 7 lat

Ładuję auto. Uświadamiam sobie, że robię to prądem pochodzącym z elektrowni opalanej węglem. Trochę mnie to boli. Co z tego, że ja staram się być ekologiczny skoro Państwo o tym nie myśli? Chyba rozważę montaż paneli słonecznych – wtedy mógłbym „tankować” baterie czystą energią. W sumie to Niro plus instalacja solarna wyjdą mnie taniej niż sam samochód u konkurencji.

Zachęcony tą myślą robię szybie podsumowanie. Siedem dni, 600 kilometrów, osiem ładowań po – uśredniając – 3,5 zł i około 10 litrów paliwa po 5 zł. Razem 78 zł – 13 groszy za każdy kilometr i 13 zł za 100 km. Gdybym mieszkał w mieście i nie korzystał z autostrad ten rachunek wynosiłby 7-8 zł.

Dobranoc. Idę spać naładowany pozytywną energią. Bo wiem, że taka motoryzacja ma przyszłość.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa