KIAwiarnia
Close

Przygoński: w sporcie liczy się pomysł

Kuba Przygoński ma na swoim koncie piąte miejsce w Rajdzie Dakar, mistrzostwo Polski w drifcie, a w tym roku jest o krok od zdobycia Pucharu Świata w rajdach terenowych. Sportowiec Orlen Teamu był gościem KIA PLATINUM CUP na torze Poznań. Przy okazji zapytaliśmy go o o rady dla młodych zawodników KPC oraz wrażenia ze startów swoimi driftowymi i terenowymi potworami.

Jak w motorsporcie osiąga się wyniki na najwyższym poziomie?

Najważniejsze jest przygotowanie mentalne i by startować jak najczęściej. Nawet w różnych dyscyplinach. Jeśli technika jazdy jest całkiem inna, to przygotowujemy nasz umysł do kontrolowania stresu. Trzeba mieć umiejętność stopniowego uwalniania adrenaliny i im mocniej to opanujemy, tym bardziej doświadczeni jesteśmy. Moje doświadczenia i starty w różnych dyscyplinach mają wspólny mianownik. Czy to wyścigi, czy rajdy, zawsze chodzi o to, by być jak najlepszym i najszybszym.

Jak zatem powinien przygotowywać się mentalnie młody zawodnik, dopiero rozpoczynający swoją przygodę z motorsportem?

Część zawodników można uznać za szczęściarzy bo mają wrodzone zdolności do utrzymania adrenaliny na wodzy. Pozostali muszą szukać innych sposobów i jednym z lepszych są częste starty i rywalizacja. To pomaga oswoić się z emocjami. Gdy w ciągu roku mamy tylko siedem weekendów rywalizacji, to warto szukać innych form zmagań. Na przykład bieganie wzmacnia naszą psychikę i pomaga w ogólnym rozwoju. Drugą ważną kwestią jest „bycie fit”. Wysportowana osoba łatwiej podejmuje właściwe decyzje.

Często masz sytuacje, w których musisz bardzo szybko podejmować decyzje i nie wiesz jakie będą ich skutki?

Na Rajdzie Dakar, w którym rywalizuję trasa jest tak skonstruowana, że wcześniej nie mamy okazji zapoznać się z nią. Można powiedzieć, że jedziemy w ciemno. Oczywiście pilot przekazuje mi częściowe informacje, na podstawie których improwizuję. Codziennie na jednym odcinku jest kilka sytuacji, gdy w dany zakręt wjeżdżamy za szybko i podejmujemy decyzję w ostatniej chwili. Pomocne jest wówczas szczęście. W większości przypadków przydaje się trzymanie gazu w podłodze, by koła cały czas kręciły się i pomogły powrócić nam na właściwą trasę.

W zeszłym roku byłeś piąty na Rajdzie Dakar. To oznacza, że teraz Krzysztof Hołowczyc nie może spać spokojnie i jego najlepszy wynik wkrótce zostanie pobity?

Celem zawsze jest stawanie się coraz lepszym. Dakar wymaga ogromnego szczęścia. Tak naprawdę jest pięć czynników, które decydują o dobrym wyniku: dobra prędkość, pilot, sprzęt, zespół i szczęście. Wszystkie elementy są niesamowicie ważne. Na odcinku mamy sytuacje, gdy dojeżdżamy do rzeki szerokiej na 50 metrów i musimy podjąć decyzję, czy jedziemy jej lewą, czy prawą stroną i okazuje się, że z jednej jest 30 cm wody, a z drugiej 150 cm. Szczęście na Dakarze jest niezbędne, ale dobre przygotowanie do startu ułatwia wiele spraw.

Jak widzisz możliwości powrotu Dakaru do Afryki, a może bardziej przekonuje Cię opcja Chin?

Nie mogę wypowiadać się w imieniu organizatorów, ale wszystko zależne jest od finansów. Kraje Ameryki Południowej mają spore budżety i ich wkład finansowy jest dość duży. W Afryce nie ma takich możliwości i bardzo często organizatorzy musieli dokładać do rajdu. Chiny mają problem z porą roku. Dakar zawsze jest w styczniu i dzięki temu udało się wypromować tą imprezę, ponieważ wówczas nic nie dzieje się w sportach motorowych. Chiny i Rosja w styczniu są bardzo zimne i ciężko byłoby zorganizować tam rywalizację.

Przejdźmy do kwestii driftu. Przed Twoją wizytą w Poznaniu rywalizowałeś w mistrzostwach Polski na Torze Kielce. To chyba fantastyczny obiekt dla drifterów, ponieważ do pierwszego zakrętu dojeżdżacie z prędkością 180 km/h i jesteście kilka centymetrów od ściany.

Nigdy nie miałem okazji przejechać całego Toru Poznań, ponieważ zawsze rywalizujemy na pętli kartingowej, ale będę miał okazję sprawdzić prostą startową. W Kielcach rozpędzamy się do 180 km/h i ogromne wrażenie sprawia moment, gdy wchodzimy w poślizg. Auta mają wielką siłę i koła ściągają je do wewnątrz, dzięki czemu jedziemy szybciej niż to czasami jest możliwe.

Jak mocne jest Twoje auto?

W najmocniejszej wersji ma 1050 KM. Na zawodach ścigamy się dysponując 850 KM. Wszystko zależy od doładowania, ale przy takich wielkościach nie widać wizualnych różnic. Sama butla z nitro, która wzbudza auto na niskich obrotach daje 150 KM. To najtańsza opcja, by auto przyspieszało od samego dołu.

W stawce KPC mamy wielu młodych kierowców, którzy są na początku swojej kariery. Ty jako doświadczony zawodnik, co doradziłbyś im?

Najtrudniejszą kwestią w motorsporcie jest zdobycie budżetu. Każdy pojazd jest bardzo drogi. To najtrudniejsza kwestia. Radziłbym młodym kierowcom, że gdy idą na rozmowę z potencjalnym partnerem, by mieli już jakiś dobry pomysł na współpracę. Sponsorzy w obecnych czasach nie mają czasu, by myśleć o promocji i nikt nie da nam pieniędzy za naklejkę. W obecnych czasach to nie działa. Trzeba iść z czymś konkretnym. Gdy dana firma np. produkuje fotele, to zróbmy akcję promocyjną związaną z ich produktem. Pokażmy, że jest dobry i działa. To przełoży się na to, że zainteresujemy firmę. Same naklejki działają tylko w Formule 1 i piłce nożnej, ponieważ ich zasięgi są ogromne i bardzo szybko przychodzi zwrot kosztów.

Dwa lata temu pobiłeś rekord Guinessa w prędkości driftu, a razem z Felixem Baumgartnerem dałeś pokaz helidriftu. To były te pomysły?

Dokładnie tak. Gdybym mógł to tylko ścigałbym się w motorsporcie i skupiał na tym, co najfajniejsze, ale chcąc pokazać naszą dyscyplinę w różnych światach musimy organizować podobne akcje. Rekord Guinessa, helidrift, czy sytuacja, gdy swoim dakarowym Mini ciągnąłem snowboardzistę, sprawiają, że wychodzimy do szerszego grona odbiorców i nagle osoby związane ze snowboardem zaczynają interesować się Rajdem Dakar, co bez tej akcji nie miałoby racji bytu. Wówczas mieszamy różne światy. Rekord Guinessa nie był trudny do pobicia. Musiałem jedynie jechać z gazem w podłodze. Inicjacja była przy 255 km/h, a pomiar był prowadzony na 50 metrów i średnia prędkość wyniosła 217 km/h Niestety rekord ten został już pobity i pewien Japończyk osiągnął prędkość 305 km/h, co oznacza, że wchodził w poślizg przy 355 km/h. My mamy projekt, który pozwala rozpędzić się do 400 km/h, ale widziałem kilka filmów, gdzie auta zaczynają unosić się w powietrze i zastanawiam się, czy warto. Musiałbym najpierw zrobić licencję pilota (śmiech).

Bardzo ważna jest teraz obecność w mediach społecznościowych. Ty jesteś bardzo aktywny w nich, ale czy to pomaga?

Świat idzie do przodu i teraz konto na Instagramie jest obowiązkowe. Osobiście sprawdzam pewne rzeczy tylko na Instagramie. Tam zaglądam do wyników i do życia zawodników. Ludzie nie korzystają już ze stron internetowych. Przerzucili się na social media. Ja nadal mam swoją stronę, ale spokojnie mógłbym ją zamknąć, bo wszystkie kontakty, także z parterami mam przez profile społecznościowe. Zawodnicy muszą pokazywać się. To pewna sztuka i do prowadzenia profilu trzeba włożyć dużo pracy i serca. Warto pokazać też prywatne życie. To pozwala bardzo zbliżyć się i daje możliwość pokazania tego, co robimy.

Na koniec: Rajdy czy drift?

Uwielbiam to i to. To całkiem inne dyscypliny i obie dają niesamowicie dużo radości, dlatego jak tylko mogę staram się startować tu i tu.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa