KIAwiarnia
Close

Wiosenne porządki

Słonecznie, ciepło, sucho i przyjemnie. Nareszcie! Idealny moment, żeby zasadzić parę krzaków na ogrodzie. Albo pozbyć się resztek oznak zimy z samochodu. Na roślinach się nie znam, więc przynajmniej spróbuję wam podpowiedzieć, co i jak zrobić w aucie, żeby wjechało w cieplejszą porę roku w lepszej kondycji.

Byłem kiedyś w Egipcie. Wiecie, co zrobiło tam na mnie największe wrażenie? Nie, nie była to rafa koralowa. Ani pustynia. Ani nawet piramidy. Nie mogłem się nadziwić przede wszystkim temu, w jak doskonałym stanie są tamtejsze samochody. Choć mówimy głównie o 30-letnich Peugeotach to na żadnym z nich nie widziałem purchla rdzy wielkości choćby łepka od szpilki. Owszem, mogły mieć zbite kierunkowskazy (w kraju faraonów i tak się ich nie używa), tapicerkę nagryzioną przez kozy albo amortyzatory zużyte tak, że szorowały zderzakami po asfalcie. Ale pod względem stanu karoserii, progów, podwozia, podłogi, tłumików etc. absolutnie niczego nie można było im zarzucić. Zasługę w tym ma egipski klimat – suche powietrze, ciepło przez cały rok, brak jakichkolwiek opadów i wilgoci przez 99,9 proc. dni w roku.

Suchy klimat sprzyja utrzymaniu auta w dobrej kondycji. U nas jest znacznie gorzej – śnieg, błoto, mrozy, lód i wilgoć nie ułatwiają zadania

Mówiąc krótko, to Matka Natura dba o kondycję egipskich aut. Dla naszych jest niestety dużo mniej łaskawa. Po ciepłym lecie przychodzi chłodniejsza i wilgotna jesień, a potem jest już tylko gorzej – na przemian śnieg, deszcz, błoto, zaspy, jednego dnia +10 stopni, następnego już mróz na poziomie -15, a do tego jeszcze sól i chemia, którymi posypuje się drogi. Samochody w okresie zimowym nie mają łatwego życia. I jeżeli wczesną wiosną nie usuniemy z nich pozostałości po najsmutniejszej porze roku, to może się to na nich niekorzystnie odbić.

Tak, wiem że na rynku jest teraz mnóstwo firm, które z przyjemnością wyręczą was w obowiązku pucowania, odkurzania, szorowania etc. Ale ja wychodzę z założenia, że własny samochód trzeba dobrze poznać. A wierzcie mi – najlepiej poznacie go właśnie podczas własnoręcznego sprzątania. Czasami tylko w ten sposób będziecie mogli odkryć ewentualne niedoskonałości, które trzeba szybko usunąć by nie zamieniły się w poważną chorobę. Zatem do dzieła!

1. Szorowanie i wcieranie

Nie pod blokiem, nie na podjeździe do garażu i nie po kryjomu u babci za stodołą. Raz, że to nielegalne, dwa – nieetyczne. Powód banalny: mnóstwo chemii przesiąkającej do wód gruntowych, które później trafiają do naszych kranów. Najlepiej zatem udać się na dobrą myjnię bezdotykową i zainwestować nieco więcej niż zwyczajowe 5 zł. Po co? Po to, żeby porządnie, pod ciśnieniem, umyć wszystkie zakamarki – nadkola, felgi, progi etc.

Duże ciśnienie plus porządne mycie wszystkich zakamarków, łącznie z nadkolami – od tego trzeba zacząć

Na tym etapie nie musimy używać żadnych specjalistycznych preparatów, najważniejsze jest spłukanie resztek zimowego brudu, soli i chemii, które pochowały się dosłownie wszędzie. I niespłukane mogą być powodem korozji, blaknięcia lakieru, korodowania śrub etc. Silnej chemii możemy użyć jedynie na felgi – spryskanie ich kilka minut przed myciem rozpuści największy brud, w tym osad ze ścierających się hamulców.

Wiele firm oferuje specjalne urządzenia, ale nie umyjemy nimi podwozia dokładnie

Czy myć podwozie? Jeśli tylko mamy taką możliwość to jak najbardziej. To w nim gromadzi się najwięcej soli i chemii, którą zimą posypywane są drogi. Zagraża progom, tłumikom i innym elementom. Choć nowe auta fabrycznie są dobrze zabezpieczone pod tym względem, to i tak warto zainwestować trochę czasu i środków, by jeszcze wydłużyć ich żywot. Podwozia niestety nie uda się nam umyć na myjni bezdotykowej – chyba, że tylko pobieżnie, wsadzając rękę z pistoletem ciśnieniowym pod samochód. Trochę lepiej zda egzamin myjnia automatyczna – wiele z nich ma program do mycia podwozia, ale to też nie jest zabieg dokładny (jeden z mechaników powiedział mi kiedyś, że to trochę jak przejechanie przez kałużę z czystą wodą).

Najlepiej o spód auta zadbamy w myjniach, które mają specjalne, dedykowane stanowiska. Auto unosi podnośnik, albo wjeżdża się kołami (przednimi, tylnymi, prawymi lub lewymi) na rampę, dzięki której mamy łatwiejszy dostęp do podwozia. Teraz wystarczy już tylko użyć myjki ciśnieniowej. Przy okazji można też zakonserwować tę część auta (nie będziemy wówczas musieli robić tego przed następną zimą). Trzeba kupić środek bitumiczny, hydrofobowy, wypierający wilgoć i pokryć nim całe podwozie (ale najpierw musi porządnie wyschnąć!). Wszystkie preparaty dystrybuowane są w opakowaniach typu spray. Te do profili mają w komplecie długi wężyk igielitowy ułatwiający wprowadzenie – to rozwiązanie wręcz dedykowane amatorom. Konserwację śmiało można również zlecić ASO – zajmie się tym wówczas profesjonalna blacharnia. Najlepiej zrobić to jeszcze przed odbiorem nowego samochodu, a później ponawiać procedurę co 2-3 lata.

Czy myć silnik? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Producenci z reguły odradzają taki zabieg, słusznie zwracając uwagę na wrażliwe na wilgoć części elektryczne i elektroniczne znajdujące się pod maską. Zresztą nowe auta mają osłony, które zapobiegają wpadaniu brudu pod maskę. Ale jeśli i tak dojdziemy do wniosku, że pod maską przydałoby się sprzątanie, to w żadnym wypadku nie powinniśmy robić porządków przy użyciu bieżącej wody, a tym bardziej – myjki wysokociśnieniowej. Pracę ułatwią nam specjalne preparaty do czyszczenia komór silnika – usuwają smary i inne ciężkie zanieczyszczenia. Wszystko róbmy ręcznie, z minimalną ilością wody. Dzięki temu unikniemy kłopotów.

W nowych autach komory silnika są zazwyczaj dobrze zabezpieczone przez wnikaniem zanieczyszczeń. Ich mycie jest więc zbędne

Czy woskować? Zdecydowanie tak! Najlepiej samemu i ręcznie. To czasochłonne i dość męczące zajęcie, ale ma swoje uzasadnienie. Nie chodzi tylko o to, że karoseria odzyska blask i będzie dobrze zabezpieczona np. przed żrącymi ptasimi odchodami. Najważniejsze w tym wypadku jest to, że woskując samochód łatwo dostrzeżecie wszelkie mankamenty na karoserii powstałe po zimie – zadrapania czy odpryski lakieru.

Ręczne woskowanie ułatwi wykrycie ewentualnych mankamentów lakieru i blacharki

Tych pierwszych często można dość łatwo się pozbyć przy użyciu  specjalnych past ściernych. W drugim wypadku będziemy potrzebowali lakieru do zrobienia tzw. zaprawki. Większość mieszalni dobierze nam go na podstawie symbolu umieszczonego na tabliczce znamionowej auta, albo bezpośrednio w oparciu o kolor karoserii.

Oczywiście poza tym wszystkim możecie dodatkowo zadbać o elementy plastikowe czy chromowane oraz wyczernić opony. Do wszystkich tych elementów są dedykowane preparaty i znajdziecie je nawet w marketach. Ale uwaga! Nie używajcie najtańszych preparatów nieznanych marek. Mogą okazać się niebezpieczne nie tylko dla auta, ale także dla zdrowia. Z kolei zanim zaczniecie czyszczenie czymś droższym i lepszym, wypróbujcie to na niewidocznym elemencie samochodu. Żeby nie okazało się, że np. niszczy plastik.

2. Odkurzanie i wietrzenie

Błoto, sól, chemia, śnieg, deszcz zagrażają nie tylko podwoziu i karoserii auta, lecz także… wnętrzu. Przecież wnosiliśmy je do środka na butach podczas każdego wsiadania! Dlatego musimy przede wszystkim wyjąć wszystkie dywaniki (szczególnie jeżeli były materiałowe, a nie gumowe), dokładnie je wymyć/wyprać i porządnie osuszyć. Warto choć na jeden słoneczny dzień zostawić samochód z otwartymi oknami żeby pozbyć się z jego wnętrza ewentualnej wilgoci.

Zimą szyby często parują, pozostawiając po sobie warstwę tłustego brudu, którą trzeba zmyć

Koniecznie umyjcie od środka szyby, głównie przednią – już po pierwszym przejechaniu szmatką zauważycie, że znika z niej „mgiełka”, której wcześniej nie dostrzegaliście. To efekt tego, że zimą znacznie częściej włączamy nawiew na szybę, przez co przywiera do niej sporo brudu. Warto też „przeprać” tapicerkę – służą do tego dedykowane preparaty (wystarczy spryskać powierzchnię i przetrzeć szmatką) i z moich doświadczeń wynika, że działają naprawdę świetnie (zresztą z powodzeniem używam ich także do czyszczenia domowych kanap). Z kolei bagażnik nie tylko odkurzamy, ale także sprzątamy także wnękę na koło zapasowe, gdzie często gromadzi się sporo brudu, a nawet wilgoci.

Jeżeli chodzi o środki czyszczące do deski rozdzielczej, tapicerki, skóry itp. to trzymam się tej samej zasady, co przy karoserii – najpierw sprawdzajmy je na jakimś mniej widocznym elemencie.

3. Wentylacja i klimatyzacja

Za chwilę pierwsze ciepłe dni i na pewno przyjemnie będzie skorzystać z przycisku AC na panelu klimatyzacji. Zanim to jednak zrobimy, powinniśmy mieć świadomość, że zimowa wilgoć sprzyja rozwojowi wszelkiej maści grzybów i drobnoustrojów, od których z pewnością nie jest wolny układ wentylacji. Dlatego równie ważne (o ile nie ważniejsze) od tzw. „nabijania” klimatyzacji jest jej dezynfekcja. Jedno i drugie zadanie oraz przegląd całej instalacji i jej szczelności, najlepiej powierzyć fachowcom z ASO. Dysponują odpowiednim sprzętem i dokładnie znają nasze auta. Wiosną w salonach Kii można spodziewać się specjalnych rabatów na tę okoliczność. Najlepiej będzie, jeżeli o szczegóły pytali będziecie lokalnych dealerów (oferują oni również specjalistyczne preparaty do czyszczenia klimatyzacji renomowanych firm: niemieckiej TUNAP i amerykańskiej BG).

Warto zrobić przegląd klimatyzacji. Sprawdzić jej szczelność, ewentualnie nabić, a przede wszystkim – zdezynfekować specjalnym preparatem

Samemu można za to wyczyścić filtr kabinowy, który może być zapchany choćby jesiennymi liśćmi (to może powodować parowanie szyb, nieprzyjemne zapachy w środku, słabą wydajność nawiewu itp. W autach Kia filtry zamontowane są zaraz za schowkiem na drobiazgi. Jeżeli filtr jest bardzo zabrudzony, warto go wymienić – tę czynność lepiej już zlecić serwisowi. I tak dla przykładu, filtr do Rio w ASO kosztuje 109 zł, do cee’da – 114 zł, Sportage – 98-109 zł (w zależności od modelu), a do Sorento – 134 zł. Co ciekawe, filtr do Stingera wyceniony został na tyle, co do… Rio. 109 zł.

4. Wycieraczki i uszczelki

Koniecznie sprawdźmy ich stan – czy nie mają wyszczerbień, przecięć, innych uszkodzeń albo czy po prostu nie są zużyte. Wszak wystarczyło zimą raz uruchomić wycieraczki na zamarzniętej szybie, by ich pióra przestały dobrze spełniać swoją rolę. Kupując nowe, nie warto oszczędzać. Tańsze zamienniki są często kiepskiej jakości, źle przylegają do szyby, rozmazują, nie ściągają wody jak należy i w dodatku szybko się niszczą. Z produktami renomowanych marek jest oczywiście znacznie lepiej – zapłacimy za nie więcej, ale też zagwarantują nam lepszą widoczność (a tym samym i bezpieczeństwo) oraz dłużej nam posłużą. Zresztą, umówmy się, mówimy tu raczej o drobnych sumach. Komplet przednich wycieraczek typu Aero Blade do Kii Picanto kosztuje w ASO 108 zł brutto. Do cee’da to tylko 82 zł, a do Sportage i Sorento – raptem 117 zł. Najdroższe pióra ma Optima – kosztują całe 130 zł.

No dobra, czas zakasać rękawy i się trochę pobrudzić. Nasze rodzinne Rio już co prawda wyszorowałem, ale żona – jak widzicie na powyższym zdjęciu – zdążyła je pobrudzić jakimiś krzakami, trawami itp. I teraz prosi, żebym wykopał parę dołków w ogródku. Czyli zamiast w smarze, mam się teraz babrać w ziemi, czego szczere nienawidzę. Nie macie jakiegoś auta do ogarnięcia po zimie, żebym mógł się wykręcić?

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa