KIAwiarnia
Close

Porównanie: Stinger GT vs. VW Arteon i BMW 440i GC

„Boże! Kia za 240 tys. zł? To jakiejś nieporozumienie!” – z taką reakcją ludzi nierzadko się spotykam, gdy dowiadują się ile kosztuje Stinger w topowej odmianie. Z ciekawości postanowiłem więc sprawdzić, jak cenowo wypada flagowa Kia na tle konkurentów. I od razu pojawił się problem…

Ten problem to fakt, że Stinger GT nie ma bezpośrednich konkurentów. Wyrywa się wszelkim schematom. Nie jest limuzyną, ani coupe. Sami Koreańczycy nazywają go Gran Turismo, co wskazywałoby, że teoretycznie można go „zderzyć” z czymś pokroju BMW 6 Gran Coupe. Ale bądźmy szczerzy ­– to byłoby śmieszne. Z kolei w klasie popularnej takich samochodów nie produkuje nikt. Trochę na siłę możemy wcisnąć tu Volkswagena Arteona, czyli de facto Passata o nieco bardziej sportowej sylwetce i charakterze. I na potrzeby tego porównania tak zrobimy. W końcu Volkswagen to uznana marka, a Arteon – jakby nie patrzeć – też jest dość nietypowym samochodem, przynajmniej w sensie nadwozia. Jego najmocniejszy motor ma 280 koni – o 90 mniej niż Stingera GT, za to Niemiec jest lżejszy od Koreańczyka o około 200 kg.

No dobra, ale Arteon to trochę za mało. Niestety, w klasie popularnej nie znajduję niczego innego, co pasowałoby do Stingera GT. To może jednak coś z klasy premium? Kia co prawda zna swoje miejsce w szeregu i otwarcie mówi, że nie celuje w klientów BMW czy Audi, ale… Wiecie, że zawieszenie, układ kierowniczy i napędowy Stingera dostrajał Albert Biermann, czyli człowiek który przez pół swojego życia pracował dla BMW i dbał o to, jak jeżdżą modele z literką „M” w nazwie? Mnie ten fakt wystarczy. Odważnie stawiam koło Stingera coś bawarskiego. Pytanie tylko, co dokładnie? Trójka jest klasycznym sedanem, w dodatku dość małym, a piątka to już zdecydowanie za wysokie progi na koreańskie nogi. To może 440i Gran Coupe? Kształtem nadwozia trochę nawiązuje do Gran Turismo, ma pod maską słynne niemieckie sześć cylindrów w rzędzie, 326 koni, ośmiobiegowy automat i występuje w wersji z napędem na obie osie – xDrive. No to bierzemy!

Zastrzegam raz jeszcze: wiem, że BMW to inna klasa, inny prestiż, inne podejście do zagadnienia samochodu usportowionego. Uwielbiam bawarskie auta, szczególnie te z sześciocylindrowymi motorami – sposób w jaki jeżdżą, brzmią etc. To naprawdę wysoka półka i punkt odniesienia do innych samochodów, których zadaniem jest przede wszystkim dawanie radości kierowcy. Ciekawość bierze jednak górę – bardzo interesuje mnie, o ile więcej od Stingera będzie kosztowała „czwórka” z podobnym wyposażeniem, osiągami i nad którą pracował ten sam człowiek. 30 tys. zł? 50 tys.?? A może 70???

No to mamy trzech bohaterów. Każdy pochodzi z trochę innej parafii, niemniej wszystkie one położone są dość blisko siebie. Zanim przejdziemy do cen, trochę danych technicznych. Na zielono zaznaczyłem te kategorie, w których dany samochód wypada najlepiej.

Już na pierwszy rzut oka widać, że Arteon jest największy i ma najbardziej pojemny bagażnik. Przegrywa ze Stingerem jedynie  w kategorii rozstawu osi. Gdy na oba auta spojrzycie z boku, zobaczycie, że Koreańczyk ma przednią oś wyraźnie wysuniętą do przodu i dłuższą maskę – właśnie to nadaje mu charakteru wozu GT. Podobnie jest w przypadku BMW 4 GC. Co prawda ma rozmiary mniejsze niż konkurenci, ale wyraźnie sportową sylwetkę.

W kategorii osiągów bezwzględnym zwycięzcą jest Stinger – jest najmocniejszy, najsilniejszy, najszybszy i najlepiej przyspiesza. Ale w tej ostatniej kategorii wygrywa z BMW o zaledwie 0,1 sekundy. To efekt tego, że 440i jest lżejsze, a do tego ma jedną z najlepszych oferowanych obecnie na rynku automatyczną skrzynię biegów. A Arteon? Cóż, w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jest powolny, ale to trochę inna kategoria niż dwa pozostałe auta – tylko dwa litry pojemności i cztery cylindry pożenione z dwusprzęgłówką DSG, która ma o jeden bieg mniej niż konkurenci. Najmniejsza moc i najniższy moment obrotowy.

Za to wszystkie porównywane auta mają napęd na cztery koła. Niemniej tylko w Kii i BMW jest on stały. W Arteonie standardowo moc przekazywana jest na przednie koła, a dopiero w razie potrzeby sprzęgło Haldex przenosi ją także na tylną oś.

Jeśli chodzi o średnie zużycie paliwa to… nie przywiązywałbym wagi do danych podawanych przez producentów. Z podawanych przez nich liczb wynika, że Stinger pali o ponad 3 litry paliwa więcej niż Arteon czy 440i. Ale daję konia z rzędem temu, kto osiągnie wynik zbliżony do siedmiu litrów w niemieckich wozach. Z moich doświadczeń wynika, że rzeczywiste spalanie w tych autach przy normalnej jeździe to 9-10 litrów. Stinger w podobnych warunkach potrzebował będzie tylko litra do dwóch więcej.

Tak dochodzimy do sedna materiału, czyli porównania cenowego. Kia niemal wszystko ma w standardzie, BMW nie ma praktycznie niczego – składa się je jak klocki Lego, przy czym za każdy z nich trzeba słono dopłacać. Część dodatków brałem w pakietach, żeby wyszło nieco taniej. Standardowe wyposażenie Arteona w wersji R-line też nie powala, ale na szczęście dodatki w pakietach są bardzo atrakcyjne cenowo – np. za ok. 3,5 tys. zł można mieć nawigację, adaptacyjne reflektory LED, dostęp bezkluczykowy itp. Z drugiej strony, w Volkswagenie drażni mnie to, że zmusza nas do wybierania dodatków, których wcale nie potrzebujmy – gdy w konfiguratorze zaznaczacie jakąś interesującą was opcję, nagle wyświetla się komunikat w stylu „Ok, nie ma sprawy. Ale jeśli tego chcesz to musisz jeszcze zamówić to, to i jeszcze to. Oraz tamto”. I nikogo nie interesuje, że oświetlenie wnętrza Ambiente jest wam kompletnie zbędne. Musicie za nie zapłacić, koniec kropka.

Kia ma prosty cennik, wszystko jest w nim jasne i przejrzyste. Niemniej do Stingera nawet za dopłatą nie zamówicie adaptacyjnych reflektorów (ma tylko dynamiczne LED-y doświetlające zakręty, z automatycznym przełączaniem między światłami drogowymi, a mijania). Konkurenci mają też znacznie bardziej rozbudowane systemy nawigacyjne z usługami on-line. Trochę dziwi również fakt, że GT ma wszystkie najważniejsze nowatorskie systemy bezpieczeństwa w standardzie, a dopłacić trzeba za system ratunkowy (automatyczne powiadamianie służb o wypadku, assistance etc.), który u konkurentów nie kosztuje nic. W szczegółach wszystko to wygląda tak:

Przewaga cenowa Stingera nad konkurentami jest bezsprzeczna. Za podobną kwotę, co w przypadku Arteona dostajcie dwa cylindry więcej, dodatkowe 90 koni mechanicznych, lepsze osiągi i dużo, dużo więcej dodatków. O oryginalności samego auta nie wspominając. Jeśli chodzi o BMW to tutaj przepaść cenowa jest gigantyczna – prawie 128 tys. zł! Byłem pewien, że będzie to kwota w przedziale 50-70 tys. zł, ale 128 tys.??? To gruba przesada, nawet jeśli mówimy o BMW. Za te pieniądze można przecież kupić topową Kię Sportage. Albo niezłe BMW serii 1.

Przewaga Stingera nad porównywanymi autami jeszcze się zwiększa, gdy pod uwagę weźmiemy gwarancję. Koreańczyk ma w standardzie 7 lat (lub 150 tys. km), a Niemcy – tylko po 2. Arteonowi można wydłużyć ten okres do 3 lat lub 100 tys. km, co kosztuje 3450 zł ekstra, a BMW nawet do 5 lat, ale za prawie 6 tys. zł.

I co, nadal uważacie że 240 tys. zł za TAKI samochód to nieporozumienie? Bo mnie się wydaje, że to niesamowita okazja, która długo, bardzo długo w motoryzacyjnym świecie się nie powtórzy.

Powiązane artykuły

Komentarze (3) do “Porównanie: Stinger GT vs. VW Arteon i BMW 440i GC

    1. Matpro

      Ok… Mówisz o procentowej, czy kwotowej utracie wartości? Wolę stracić 50-55% nawet 60% z 250k PLN za Stingera, niż 45-50% z 360k PLN za BMW. 😀

  1. Janpoley

    Chyba autor nie wziol pod uwagę rabatów jakie daje BMW oraz vw. Są na poziomie 15-20%. Cena wtedy mocno się zbliża do stingera. Nie mówiąc już jeśli ktoś bierze auto w wynajem. Utrata wartości BMW jest mniejsza niż kii. Co powoduje dużo niższa rate.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa