KIAwiarnia
Close

Masz auto na firmę? Zapłacisz więcej

Wrzucasz w koszty prowadzenia działalności gospodarczej wszystkie wydatki na paliwo, serwis czy naprawy samochodu? Koniec tego dobrego! Jeżeli używasz auta także w celach prywatnych, to od 1 stycznia 2019 r. będziesz mógł zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu tylko 75 proc. wydatków eksploatacyjnych. Ile na tym stracisz?

Ministerstwo Finansów coraz głębiej sięga do kieszeni przedsiębiorców. Już za dwa miesiące zmienią się nie tylko zasady „wrzucania w koszty” rat za samochody kupione w leasingu operacyjnym (więcej na ten temat przeczytacie w TYM WPISIE). Inaczej będziemy musieli rozliczać również wydatki ponoszone w związku z eksploatowaniem służbowego auta.

Tak jest teraz

Paliwo, ubezpieczenie, przeglądy okresowe, części eksploatacyjne (np. olej czy klocki hamulcowe), mniejsze i większe naprawy, bilety parkingowe, opłaty za przejazd autostradą, ubezpieczenie, nowe opony, a nawet płyn do spryskiwaczy i mycie samochodu – obecnie wszystkie koszty ponoszone w związku z utrzymaniem samochodu zarejestrowanego na firmę można w 100 proc. zaliczać do kosztów uzyskania przychodu. Czyli – mówiąc prościej – pomniejszać podatek PIT lub CIT, jaki trzeba zapłacić fiskusowi. Jak to wygląda w praktyce?

Załóżmy, że mamy Kię Sportage 1.6 CRDi 136 KM AWD w wersji L wartą ok. 95 000 zł netto, którą w ciągu roku przejeżdżamy 30 tys. km. W tym czasie wydajemy:

4000 zł na ubezpieczenie

2000 zł na nowy komplet opon zimowych

1000 zł na przeglądy okresowe

500 zł na przejazdy autostradą

500 zł na inne rzeczy (myjnia, płyn do spryskiwaczy itp.)

8000 zł na paliwo (przyjmując cenę za ON 4,15 zł netto i średnie zużycie paliwa 6,5l/100 km).

Łączny rachunek to 16 000 zł. Jeżeli płacimy 18 proc. PIT, to wrzucając w koszty prowadzenia przedsiębiorstwa wydatki eksploatacyjne, zmniejszamy daninę dla fiskusa o 2880 zł. Mówiąc krótko, tyle zostaje nam w kieszeni dzięki temu, że mamy samochód zarejestrowany na firmę.

Jeżeli ktoś jeździ więcej (np. do klientów), ma bardziej paliwożerny samochód, a dodatkowo jest on po gwarancji, wymaga systematycznych napraw, częstszego serwisu itd. to w firmowe koszty wrzuca jeszcze większe sumy. Powiedzmy, że jest to 25 000 zł w skali roku. W takim wypadku na PIT oszczędzi 4500 zł.

Tak będzie po 1 stycznia

W projekcie nowelizacji ustaw o PIT i CIT, który przygotowało Ministerstwo Finansów, znalazł się zapis, że przedsiębiorcy, którzy używają służbowych aut osobowych również do celów prywatnych (kwalifikuje się do tego już choćby podrzucenie dzieci do przedszkola, a już na pewno wyjazd na weekend czy wakacje), będą mogli zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów tylko 75 proc. wydatków eksploatacyjnych.

Owszem, możliwość odliczenia 100 proc. pozostanie, ale wyłącznie dla tych, którzy wykorzystują pojazdy WYŁĄCZNIE w działalności gospodarczej. Oni jednak będą musieli prowadzić dokładną ewidencję przebiegu (taką, jak do rozliczeń VAT). Problem w tym, że urzędy skarbowe lubią podważać wiarygodność takich dokumentów. Można zatem przyjąć, że w praktyce limit 75 proc. dotyczył będzie niemal wszystkich przedsiębiorców jeżdżących osobówkami. A to oznacza, że odprowadzą oni wyższe podatki do kasy państwa. O ile?

Trzymając się przykładu Kii Sportage, w 2019 r. w koszty działalności będzie można wrzucić nie 16 000 zł, lecz tylko 12 000 zł z tytułu wydatków na paliwo, serwis, opony itd. A to oznacza, że zapłacimy o ponad 700 zł wyższy PIT niż dotychczas! A im więcej kosztuje utrzymanie samochodu, tym strata będzie bardziej odczuwalna. W przypadku 25 000 zł z naszej kieszeni zniknie dodatkowo prawie 1200 zł. W jeszcze gorszej sytuacji są przedsiębiorstwa, które mają flotę służbowych aut i pozwalają pracownikom wykorzystywać je również w celach prywatnych. W ich przypadku „straty” spowodowane zmianą przepisów mogą być liczone w dziesiątkach tysięcy złotych.

W tym miejscu należy też wspomnieć, że 75-proc. limitem nie będą objęte wydatki na leasing. Ale z zastrzeżeniem, że jeżeli w racie zawarte będą również opłaty eksploatacyjne (np. serwis, ubezpieczenie czy opony zimowe, jak często ma to miejsce w przypadku wynajmu długoterminowego), to tych części raty limit już będzie dotyczył.

Zyska margines. I budżet

Przy okazji nowelizacji ustaw o PIT i CIT ministerstwo finansów podnosi limit amortyzacji samochodów osobowych z 20 tys. euro do 150 tys. zł. To dobra wiadomość dla tych, którzy kupują samochód do firmy za gotówkę, na kredyt lub w leasingu finansowym. Faktem jest jednak, że tacy przedsiębiorcy stanowią margines. Zdecydowana większość prowadzących działalność gospodarczą na nowych przepisach straci. Bo obowiązywały one będą nie tylko tych, którzy kupią nowe auto po 1 stycznia 2019 r., ale wszystkich właścicieli osobówek.

Tak naprawdę jedynym wygranym w tej sytuacji będzie Skarb Państwa. Załóżmy hipotetycznie, że przez wprowadzenie limitu odliczeń przeciętny przedsiębiorca zapłaci rocznie 500 zł wyższy PIT. Aktywnych firm jest w Polsce 4 mln (w tym prawie 3 mln działalności gospodarczych). Przyjmijmy ostrożnie, że na każdą przypada średnio jeden samochód osobowy. W takim wypadku fiskus zarobi dodatkowo 2 mld zł. I niewykluczone, że za rok znowu będzie miał apetyt na więcej.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa