KIAwiarnia
Close

Unia Antyrodzinna

Polityka Brukseli doprowadziła do tego, że nie można u nas kupić jednego z najlepszych, największych i najtańszych rodzinnych vanów na świecie.

Szybko się starzejemy, mamy jedno, góra dwójkę dzieci (a to nie zapewnia zastępowalności pokoleń) i wszystko wskazuje na to, że w przyszłości nie mamy co liczyć na rozsądne emerytury – żeby przeżyć „do pierwszego” o czymś więcej niż suchym chlebie i tabletce Biovitalu będziemy musieli harować aż do śmierci. Innymi słowy: jesteśmy w demograficznej… sami wiecie czym. Nie tylko jako Polacy, ale przede wszystkim – Europejczycy. Politycy dobrze o tym wiedzą, więc zachęcają nas do robienia i rodzenia dzieci – a to 500 zł, a to łatwiejsze zakładanie prywatnych żłobków, a to obowiązkowa łazienka z przewijakiem na stacji benzynowej itp. itd. Niestety, nic z tych rzeczy nie jest w stanie rozwiązać problemu. Dlaczego? Pozwólcie, że jako ojciec trójki dzieci zabiorę głos w tym temacie. 500 plus i jeszcze dodatkowo moje 500 zł poszło w zeszłym miesiącu na prywatne wizyty u lekarzy dwóch moich synów. Zachorowali i Pani w przychodni powiedziała, że na NFZ wolne miejsca są za trzy dni, ale jak zapłacę to mogę być za 15 minut. Poszliśmy. Zapłaciliśmy. I w gratisie dostaliśmy 100 proc. odpłatne recepty na leki. Żeby lekarz nie musiał się tłumaczyć NFZ-owi, a Państwu żyło się lepiej.

Tylko w listopadzie ponad 1100 zł wydaliśmy z żoną na prywatne przedszkole dla dzieci, bo w publicznym usłyszeliśmy, że sorry, ale nie mogą, nie mają miejsc, nie znają się, zarobieni są etc. A jak chcemy udać się gdziekolwiek na wakacje to traktowani jesteśmy jak trędowaci. „Rodzina z trójką dzieci? Serio??? Proszę Pana, to jest hotel a nie schronisko!!!”. A jak już znajdzie się gdzieś wystarczająco duże lokum w standardzie nieco powyżej psiej budy zdolne nas wszystkich pomieścić to okazuje się, że jego cena zahacza o nocleg w Hotelu de Paris w Monte Carlo.

Najlepszy van świata?

W takich sytuacjach szczerze podziwiam mojego dobrego znajomego, który ma czwórkę dzieci. A jeszcze bardziej podziwiam jego żonę. Myślę, że kiedyś papież ogłosi ich świętymi. Serio. Bo 30 lat temu mogliby wypuścić całe swoje stadko dzieciaków na plac przed blokiem i pozostawić ich wychowanie losowi, zbiegom okoliczności i czystemu przypadkowi. Ale dzisiaj to niemożliwe. Dzisiaj przed blokiem nikt się nie bawi bo to śmiertelnie niebezpieczne. I całkowicie bezproduktywne. Dzisiaj dzieci od momentu gdy kończą 6. miesiąc życia uczone są wyścigu do miski z jedzeniem – chodzą na tańce, skrzypce, jogę, chiński, angielski, garncarstwo, dżiu-dżitsu, jazdę konno, szydełkowanie, gimnastykę artystyczną i do psychoanalityka. A to oczywiście kosztuję mnóstwo pieniędzy. I wymaga dużego samochodu. Bardzo dużego. Niestety, w tym wypadku też nie macie co liczyć na Unię i naszych polityków. Mówię to z perspektywy człowieka, który zrobił ponad 1000 km jednym z najlepszych, najtańszych i największych rodzinnych vanów na świecie. Niestety nie jest on dostępny na europejskim rynku bo tutejsza polityka uczyniłaby go zbyt… drogim. Ot, takie prorodzinne podejście.

Nadwozie ma ponad 5,1 metra długości ale zza kierownicy tego nie czuć. Autem stosunkowo łatwo się manewruje nawet w mieście

Kia Grand Carnival znana również jako Sedona (zależnie od rynku). Sprzedawana na całym świecie poza Europą w odmianach 7-, 8-, a nawet 11-osobowej. Do wyboru z dwoma silnikami: 3,3-litrowym benzynowcem o mocy prawie 280 koni lub 200-konnym 2,2-litrowym dieslem CRDi. Naprawdę wielkie auto. Gigantyczne. Jeździłem 8-osobowym dieslem, w którym w drugim rzędzie można było posadzić trzy duże foteliki obok siebie, a w trzecim spokojnie i wygodnie mogłyby usiąść dwie dorosłe osoby lub trójka nastolatków.

Trzy duże foteliki dla dzieci obok siebie? Niewiele aut tak potrafi

Przy wszystkich siedzeniach rozłożonych do bagażnika weszły jeszcze cztery wielkie walizki podróżne o łącznej pojemności ok. 400 litrów i zostało jeszcze miejsce na wózek albo wanienkę! Żaden van oficjalnie dostępny na polskim rynku tego nie potrafi. No dobra, Mercedes klasy V być może jest lepszy w niektórych konkurencjach ale umówmy się – kto z Was chciałby jeździć osobową wersją samochodu, który normalnie służy do transportu ryb, papieru toaletowego albo palet z pustakami? Tymczasem Grand Carnival jest po prostu ładny. Dość smukły. I nie przypomina stodoły – ani wyglądem, ani gabarytami, ani sposobem prowadzenia.

Owszem, 200-konny diesel nie jest typem sprintera, ale ani wyprzedzanie (ma 440 Nm), ani szybka jazda po autostradzie nie sprawiają mu najmniejszego problemu. Przeciwnie – żwawo zabiera się do wykonania każdego powierzonego mu zadania. Układ kierowniczy jest zaskakująco komunikatywny a zawieszenie świetnie łączy wysoki komfort z pewnością prowadzenia w zakrętach. Oczywiście nie jest to Stinger, ale umówmy się – mamy tu do czynienia z małym autobusem!

Pod względem praktyczności (odsuwane boczne drzwi, podłokietniki w fotelach, pochylane oparcia obu tylnych kanap, przesuwany drugi rząd siedzeń, trzeci chowany w podłodze etc.) ten wóz zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Nieporównywalnie lepsze niż Volkswagen Sharan czy Ford Galaxy. To samo tyczy się wykończenia – testowany egzemplarz miał prawie 60 tys. km przebiegu, a nawet na bardzo nierównych, wyboistych drogach nic w nim nie trzeszczało. W przypadku tego typu wozów nie jest to czymś zwyczajnym (ze względu na mniejszą sztywność ich nadwozi). Jeżeli miałbym na coś narzekać to przy wyższych prędkościach w kabinie robi się ciut głośno (ale dopiero powyżej 140 km/h), a standardowe audio dość kiepsko gra.

Ośmiu pasażerów i cztery wielkie walizki. Pokażcie mi drugiego vana, który potrafi takie rzeczy

Skoro jest tak dobrze to… czemu Kia nie sprzedaje Grand Carnivala w Europie? Nie, nie chodzi tylko o to, że mieszkańcy Starego Kontynentu mają coraz mniej dzieci. Winne są przede wszystkim unijne przepisy dotyczące emisji dwutlenku węgla. Choć cały transport drogowy odpowiada za produkcję jedynie 12 proc. całego CO2 to europejscy politycy uderzyli głównie w auta. Z prostego powodu: tu łatwo sprawić by koszty ekologicznej krucjaty poniósł klient.

Ekologiczne kombinacje

Sprawa wygląda tak: Bruksela nałożyła na producentów limity emisji dwutlenku węgla – w 2015 r. było to 130 g/km a w 2021 r. ma być już tylko 95 g. Tyle, że nie dla poszczególnych modeli, a dla całej gamy. Innymi słowy, liczy się średnia dla wszystkich modeli i ich wersji produkowanych przez daną markę. Właśnie dlatego niektórzy producenci masowo wprowadzają do oferty auta elektryczne i hybrydowe – choć stanowią one ułamek sprzedaży to pozwalają znacząco obniżyć średnią dla całej gamy! Spójrzcie na BMW: nadal ma w ofercie silniki V6, V8 a nawet V12 w topowym modelu 760 Li, które emituje prawie 300 g CO2/km, ale równoważy to elektrycznym i3 czy hybrydowym 330e. Z kolei wielką Skodę Kodiaq możecie kupić z motorem o pojemności zaledwie 1,4 litra i skromnej mocy 125 koni – downsizing to też element obniżania średniej.

Jest też wersja 11-miejscowa

Cała ta gra toczy się oczywiście o pieniądze. Kto ma bowiem średnią wyższą niż wyznaczona przez Brukselę płaci kary. 5 euro za przekroczenie o 1 g, 15 euro za drugi gram, 25 euro za trzeci gram i 95 euro za każdy kolejny. I razy ilość zarejestrowanych w Europie samochodów. Weźmy zatem hipotetyczny przykład: marka X sprzedała w 2017 r. 100 000 samochodów, a średnia emisja CO2 jej modeli wynosiła w tym czasie o 8 g więcej niż zakłada limit. Czyli mamy 5 euro + 15 euro + 25 euro + 95 euro + 95 euro + 95 euro + 95 euro + 95 euro = 520 euro. Razy 100.000 czyli razem 52 mln euro kary w skali roku.

A co to ma wspólnego z Grand Carnivalem? Choć jego silnik jest nowoczesny i ekologiczny (prawdopodobnie bez trudu spełniłby normę Euro 6) to podniósłby średnią emisję dwutlenku węgla dla całej gamy Kii. Nie wykluczone, że musiałaby płacić kary co z kolei wpłynęłoby na ceny jej samochodów. A do tego Koreańczycy nie chcą i nie mogą dopuścić. Mówiąc krótko: za brak Carnivala na europejskim rynku możecie podziękować Brukseli. A mogło być tak dobrze i tanio…

Dobre wyposażenie, mnóstwo miejsca, bardzo dobre materiały i wykonanie. Rodzinny ideał?

W Australii podstawowa wersja z 200-konnym dieslem i 6-biegowym automatem, aluminiowymi felgami, kamerą cofania, trzema rzędami siedzeń kosztuje równowartość 130 tys. zł. Dużo? Ford Galaxy z motorem o 20 koni słabszym i nieporównywalnie mniejszym wnętrzem kosztuje prawie 10 tys. zł więcej. A porównywalny pod względem przestronności wnętrza 8-osobowy Volkswagen Caravelle z 204-konnym dieslem ponad 170 tys. zł!

Tak wygląda rodzinna klasa biznes

A na koniec prawdziwy hit: w USA Sedona z 276-konną benzyną V6 w topowej wersji SX Limited, która ma skórę na każdym z ośmiu foteli, nawigację, ogrzewanie kierownicy, audio premium z 8 głośnikami, elektrycznie otwierane i zamykane boczne drzwi oraz klapę bagażnika, kamerę 360 stopni, reflektory LED, elektrycznie sterowane siedzenia z przodu, 19-calowe felgi i wiele, wiele innych kosztuje… 147 000 zł (przy dzisiejszym kursie dolara) plus lokalny VAT (w USA różni się zależnie od stanu). I to się nazywa polityka prorodzinna! Chyba zacznę namawiać żonę na czwarte dziecko i przeprowadzkę do Stanów.

PS: Jeżeli potrzebujecie dużego rodzinnego auta, które bez problemu możecie kupić w Polsce to z czystym sumieniem polecam wam siedmioosobową Kię Sorento (więcej o niej przeczytacie TUTAJ) albo minivana Carensa.

Powiązane artykuły

Komentarze (7) do “Unia Antyrodzinna

  1. Marek

    Super auto tylko kto za nią zapłaci typowy szary Polak musiał by oszczędzać o chlebie i wodzie przez około 8 do 10 lat aby ją kupić. Tak wiem można ma raty. W takim wypadku około 5 lat trzeba odkładać. A gdzie żoną i dzieci. 😉

  2. samwise

    ani Sorrento ani Carnes nie mają 3 isofixow w drugim rzędzie. trzeci rząd nie ma testów zderzeniowych i ogólnie nie służy do transportu ludzi. z mojego rozeznania 225hp w esapce dla BEZPIECZNEGO transportu 3ki dzieci a 7.6s do setki jest dość miłe

  3. GP

    To chyba nie wina Brukseli tak w 100% ale też wina KIA, inne marki potrafia sobie poradzic z limitami CO2, czekamy na elektryczną a może hybrydową KIA

    1. S.Tinger

      Kia już ma w ofercie hybrydowe modele (Optima i Niro), które obniżają średnie CO2 prodicenta do poziomu, który pozwala uniknąć kar. Sęk w tym, że takie napędy pozwalają bilansować takie motory jak np. 2,2 CRDi w Sorento, Stingerze albo nowy 3,3 V6 w Stingerze. Sprawa niestety nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

  4. PB

    Ktoś tu się nie zna na matematyce – skoro ten samochód spełnia normy, to wprowadzenie go na rynek obniżyłoby średnią emisji dwutlenku węgla i tak naprawdę Kia zapłaciłaby MNIEJSZĄ opłatę (karę?), cały artykuł to jakaś insynuacja niepodparta żadnymi rzeczowymi danymi. Według mnie Kia stwierdziła, że nie będzie na ten samochód popytu (rynek europejski to głównie kompakty, takie krowy to mają rację bytu głównie w Ameryce).

    1. S.Tinger

      Norma Euro 6, a norma dotycząca dwutlenku węgla dla producentów to dwie różne rzeczy. Wszystkie sprzedawane na europejskim rynku samochody muszą spełniać normę Euro 6, ale nie jest to równoznaczne z tym że muszą emitować mniej niż 130 g CO2 na km. Przykład: wspomniane BMW 760Li, które emituje prawie 400 g CO2 ale spełnia Euro 6.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa

19 − three =