KIAwiarnia
Close

Dłuższa randka z Ceedem. Będzie z tego coś więcej?

Niedawno w tym materiale opisałem wam moje wrażenia z pierwszego, trwającego zaledwie kilka godzin spotkania z nowym Ceedem. I obiecałem, że niebawem zabiorę go na dłuższą randkę, podczas której lepiej się poznamy. No więc właśnie z niej wróciłem. Chcecie wiedzieć, jak było?

Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jeśli chodzi o motoryzację to jestem zadeklarowanym poligamistą. Dlatego nie ograniczyłem się do jednego Ceeda. Postanowiłem poznać wszystkie jego wersje silnikowe, z automatem i skrzynią manualną, w różnych konfiguracjach wyposażenia, a nawet kolorach. Randka trwała bite dwa dni w pięknych okolicznościach portugalskiej przyrody. Czemu producent wysłał dziennikarzy i blogerów na pierwsze testy auta na drugi koniec Europy? Powód jest prosty – bo tamtejsze drogi są bardzo różnorodne. Z jednej strony nie brakuje szerokich, gładkich jak stół odcinków autostrad, a z drugiej – bezpośrednio z nich zjeżdża się na kręte, wąskie dróżki między pagórkami i klifami. Są też odcinki tak nierówne, dziurawe i wyboiste, że nie powstydziłaby się ich wschodnia ściana Polski z początku lat 90. Do tego wszystkiego zatłoczone miasta i miasteczka, w których jeździ się wolno i co chwilę przejeżdża przez progi zwalniające. Przyznacie, że w takich warunkach można dość szybko poznać mocne i słabsze strony każdego samochodu.

Wygląd

Gdy tylko świat obiegły pierwsze zdjęcia nowej kompaktowej Kii, zdania były podzielone. Część osób uznała, że… poprzedniczka była ciekawiej zaprojektowana. Ale możecie mi wierzyć – na żywo Ceed wygląda dużo, dużo lepiej niż na fotografiach. Zresztą nie on jedyny. Wiele produkowanych w dzisiejszych czasach aut w realu prezentuje się znacznie lepiej niż w folderach i na filmach, i nie mam bladego pojęcia czemu tak jest.

Nowy Ceed 2018

Długość, rozstaw osi i szerokość pozostały takie same, ale samochód obniżono o 23 mm, błotniki nieco napompowano, poszerzono przedni grill. Przednią oś przesunięto o 2 cm bliżej przodu pojazdu, a tylną o 2 cm w kierunku środka. Boczna linia okien nie wznosi się już ku tyłowi lecz jest  prosta, a tylną tablicę rejestracyjną przeniesiono ze zderzaka na klapę bagażnika. Wszystko to sprawia, że Ceed wygląda poważniej i dojrzalej. Sprawia wrażenie, jakby stabilniej stał na drodze i jednocześnie oferował więcej miejsca w środku. Czy tak jest w istocie?

Przestronność

Inne podejście do stylistyki sprawiło, że we wnętrzu udało się wygospodarować więcej miejsca. Z przodu jest go mnóstwo. I to w każdym kierunku. Nawet kierowcy o posturze Wikinga nie znajdą powodów do narzekań – fotel i kierownicę reguluje się w bardzo szerokim zakresie, żaden element we wnętrzu nie krępuje ruchów, i nawet w wersji ze szklanym dachem nad głową jest mnóstwo miejsca. Z tyłu jest… jeszcze lepiej!!! Poprosiłem kolegę, który mierzy prawie dwa metry aby usiadł za mną i sam nie mógł uwierzyć, że nie wali głową w podsufitkę, jak w większości kompaktów. Tu czuć duży postęp względem poprzednika. Miejsca na nogi jest wystarczająco i – co bardzo ważne – stopy mieszczą się bez trudu pod maksymalnie opuszczonymi przednimi fotelami. Tunel środkowy jest poprowadzony bardzo głęboko, w związku z czym wybrzuszenie pośrodku podłogi jest minimalne. Efekt: trzeciemu pasażerowi na tylnej kanapie powinno być stosunkowo wygodnie.

Jeśli chodzi o bagażnik to urósł w porównaniu z poprzednikiem o 15 litrów (ma ich 395), ale wydaje się bardziej regularny. Ogromny plus za bardzo niski próg załadunku, bardzo szeroki otwór, praktyczny schowek pod podłogą i wysoko unoszoną klapę – nawet wysokie osoby nie będą uderzały w nią głowami.

Minusy? Szczerze mówiąc jeśli chodzi o zagospodarowanie wnętrza to ich nie widzę. Wszystko jest tak, jak być powinno.

Wnętrze

Deska rozdzielcza jest zaprojektowana horyzontalnie, dzięki czemu już na pierwszy rzut oka wygląda stabilnie i solidnie. Jej górna część wykończona jest miękkim, przyjemnym w dotyku materiałem przypominającym momentami (także dzięki widocznym przeszyciom) skórę. Dostępne w wyższych wersjach elementy aluminiowe lub z lakieru fortepianowego dodają elegancji i ekskluzywności. Wszystko bardzo porządnie ze sobą poskręcano i nawet na drogach fatalnej jakości nie było słychać jakichkolwiek niepokojących hałasów. Minusy? Mogę się czepić jedynie twardego plastiku i braku nawet kawałka wykładziny w kieszeniach drzwi – wrzucone tam szpargały będą hałasowały podczas jazdy. Z kolej w wersji ze skrzynią manualną i tradycyjnym hamulcem ręcznym występuje podłokietnik środkowy, który jest nieregulowany i dość mały. Porządniejszy jest dostępny tylko z automatem i hamulcem elektrycznym. Dziwne.

Za to naprawdę gigantyczny plus należy się Ceedowi za ergonomię i prostotę obsługi. O ile większość producentów idzie w kierunku upychania wszystkich funkcji w ekranach dotykowych to tutaj zostało po staremu – klimatyzację, część funkcji radia i wszystkie najpotrzebniejsze urządzenia obsługuje się klasycznymi, porządnymi przyciskami i pokrętłami. Ekran służy do nawigowania i przełączania się między stacjami radiowymi, jest duży (ma 8 cali) i doskonale widoczny w każdych warunkach. Wiem, że wiele osób narzeka na to, że wystaje z deski rozdzielczej, ale wierzcie mi – to bardzo praktyczne rozwiązanie. Z jednej strony jest cały czas na wysokości wzroku kierowcy i w zasięgu ręki, a z drugiej nie ogranicza widoczności. Ta zresztą jest wzorowa w każdym kierunku, czego o poprzedniku nie można było powiedzieć.

Reasumując, wszystko tutaj jest bardzo czytelne i po minucie człowiek potrafi już zrobić wszystko z zamkniętymi oczami. Szczęścia dopełniają jasne zegary z dużą czcionką, które nie są przeładowane zbędnymi informacjami. No i już w standardzie dostajecie sterowanie radiem z kierownicy. Ona sama jest (od wersji M) obszyta naturalną skórą, mięsista i świetnie leży w dłoniach.

Skazą na tym pięknym obrazie są wyświetlacze temperatury na panelu klimatyzacji – liczby widać na nich dobrze w zasadzie tylko nocą. W słoneczny dzień bardzo trudno dostrzec, co akurat pokazują.

Zawieszenie i układ kierowniczy

Trzeba powiedzieć to wprost i głośno – Kia wjechała pod tym względem na zupełnie nowy poziom. To nie jest ewolucja. To rewolucja! Szybki łuk na autostradzie, ciasny lewy na krętej górskiej drodze, dziury, koleiny, nagłe zmiany kierunku – absolutnie w każdych warunkach podwozie Ceeda zachowuje się wzorowo. Szczerze? Obecnie to jeden z najlepiej prowadzących się modeli w klasie popularnych kompaktów. Wcale nie przesadzam.

 

Nie ma tu grama podsterowności, można w zakręcie dodać gazu a auto tylko zacieśni zakręt, a kontrolka kontroli trakcji nawet nie zamruga. Przyczepność jest tak duża, że odniosłem wrażenie, że standardowe zawieszenie bez żadnych modyfikacji spokojnie zniosłoby moc na poziomie 200-250 koni. I to wyłącznie przy przednim napędzie! To bez dwóch zdań zasługa Alberta Biermanna, który kilka lat temu przyszedł do Kii z BMW i czuwał nad prowadzeniem Ceeda. Czuć to także w układzie kierowniczym – możecie mi wierzyć, że nawet w okolicach 200 km/h ciągle macie poczucie, że w pełni kontrolujecie auto. Wiecie, co dzieje się z jego kołami, a każdy najdrobniejszy ruch kierownicą oznacza zmianę kierunku jazdy. W tej klasie nie jest to czymś powszechnym.

A co z komfortem? Nie macie się czego obawiać! Mimo ewidentnie sportowej charakterystyki prowadzenia samochód świetnie tłumi wszelkie nierówności. W żadnym wypadku nie jest twardy. Raczej sprężysty i jędrny.

Silniki

Startujemy od 100-konnego wolnossącego weterana 1.4 DOHC. Do miasta wystarczy, ewentualnie do niedalekich wypadów za miasto. Ale w trasie, podczas wyprzedzania, jazdy pod górę czy szybszej  jeździe  autostradą daje się odczuć brak mocy i momentu obrotowego. Każde przyspieszanie wiąże się  z koniecznością redukcji biegu i wkręcenia silnika powyżej 4000 obrotów na minutę. Niemniej powtarzam: kto jeździ 90 proc. czasu w ruchu miejskim i nie ściga się spod świateł ten nie będzie narzekał. W jego przypadku dopłacanie do czegoś mocniejszego w zasadzie nie ma sensu.

Drugą pozycją w cenniku jest motor 1.0 T-GDI. Choć ma tylko trzy cylindry to miło zaskakuje dynamiką. Wigoru mógłby mu pozazdrościć niejeden mocniejszy rywal. 120 koni wystarczy już do naprawdę sprawnego przemieszczania się i pokonywania dłuższych dystansów. I nazwałbym bym ten motor „złotym środkiem”, gdyby nie jedna rzecz – spalanie. W mieście jeszcze jako tako się hamuje z apetytem, ale poza nimi okazuje się bardziej łapczywy na bezołowiówkę niż… większy i mocniejszy 1.4 T-GDI. No i trzy cylindry pracują jednak mniej harmonijnie niż cztery.

140-konne 1.4 T-GDI to prawdziwa perełka. Szczególnie, gdy pożeni się go z siedmiobiegową skrzynią dwusprzęgłową DCT. W tym zestawieniu auto jest już bardzo dynamiczne (9 sekund do setki i ponad 200 km/h), a przy tym ekonomiczne – w moim przypadku spokojna jazda poza miastem dała średnią na poziomie 6 litrów, a szybka autostradą ok. 8 litrów. W mieście udało mi się zejść do 7 litrów, ale wymagało to sporo cierpliwości. Lepiej być przygotowanym na 8, co i tak jest świetnym rezultatem, jak na mocny benzynowy kompakt z automatem.

Diesel 1.6 CRDI SCR to całkowicie nowa konstrukcja – choć z poprzednikiem łączy go i oznaczenie, i pojemność, i moc to zaprojektowany został od początku. Głównie pod kątem spełnienia nowych norm emisji spalin Euro 6d Temp. Efekt: lekko poprawiona dynamika, mniejsze spalanie, niższa emisja CO2, tlenków azotów, sadzy etc. Występuje w dwóch odmianach mocy: 115- i 136-konnej. Już ta słabsza przyjemnie zaskakuje wigorem, choć jeszcze bardziej – spalaniem. Sunąc autostradą z prędkościami 120-140 km/h komputer pokładowy pokazywał średnią na poziomie zaledwie 4,5 litra! Podobny wynik udało mi się uzyskać w mieście. Jeżeli macie ciężką nogę to dołożyć do tego musicie litr, ale to przecież nadal świetny wynik! 136-konna odmiana jest tylko nieznacznie szybsza w sprincie do setki, ale nadrabia elastycznością. Moim zdaniem warto dopłacić do niej 3000 zł, szczególnie gdy zdecydujemy się na automat 7DCT. Znacznie lepiej współpracuje on z mocniejszym silnikiem.

Co bardzo istotne, wszystkie silniki są świetnie wyciszone. Nawet na wysokich obrotach i przy autostradowych prędkościach we wnętrzu słychać tylko cichy pomruk. Generalnie nowy Ceed jest jednym z najlepiej wygłuszonych aut w segmencie kompaktów.

Wyposażenie

Pisałem już o nim TUTAJ i TUTAJ. Dodam więc tylko, że pogrupowane zostało w wersje i pakiety, dzięki którym importer mógł zaoferować lepszą cenę. Wystarczy powiedzieć, że w Niemczech najtańszy Ceed kosztuje równowartość ponad 70 500 zł. W Polsce to 61 990 zł.

Niektórzy z Was narzekali, że z opcji wypadła ładowarka indukcyjna do telefonu. Miło mi poinformować, że właśnie wróciła. Możecie ją dokupić w Pakiecie Funkcjonalnym.

Podsumowanie

Auto zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie i piszę to bez cienia kokieterii. Jest dojrzałym pełnowartościowym samochodem segmentu C z bardzo przestronnym wnętrzem i wysoką jakością wykonania. Jednak najbardziej zaskakuje to, jak jeździ – ewidentnie czuć w nim ducha Stingera. Podczas testów w pewnej chwili złapałem się na tym, że szukam tylko krętej, pustej drogi, na której mógłbym się pobawić. A w tej klasie to naprawdę coś nietypowego.

Owszem, auto ma pewne wady (choćby wspomniane wyświetlacze klimatyzacji), ale nie są one na tyle duże, by zaważyć na ogólnej ocenie. Tak naprawdę na tle całej, dopracowanej konstrukcji są to ledwie zauważalne drobnostki. Mogę więc z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że randka zakończyła się sukcesem. Wyobrażam sobie siebie z nowym Ceedem w dłuższym związku. Spodobało mi się w nim nie tylko to, jak jest wykonany, praktyczny i jak jeździ, ale również (a może przede wszystkim) to, że ma charakter. A to w dzisiejszych czasach rzecz równie rzadka, jak cenna.

Powiązane artykuły

Komentarze (4) do “Dłuższa randka z Ceedem. Będzie z tego coś więcej?

  1. Jurek

    Jeździłem dzisiaj Ceedem. I nie do końca potwierdzam wrażenia autora, chociaż z nieco ponad godzinnej przejażdżki trudno na 100% ocenić samochód. Ale zeby nie było tylko słodzenia:
    – jeżeli to co jest na kierownicy to prawdziwa skóra, to Pamela Anderson ma naturalne piersi. Może za bardzo przyzwyczajony jestem do alfowskich obić Momo, ale dla mnie ta krowa z której robiono obszycie kierownicy była z plastiku
    – wygląd rzecz względna, wg mnie poprzednia generacja miała więcej pazura. Stały akurat obok siebie w salonie i II mimo białego koloru wydawała się bardziej drapieżna niż czerwona III. I tak obie przebijał żółty Stonic 😀
    – prowadzenie: z jednej strony jest świetne, bo bardzo mało wymagające i bardzo odcinające od drogi – przypomina trochę to co serwują francuzi. Kierownica jest kołem sterowym, a nie „kierownicą dla kierowcy”. Więc emocji w prowadzeniu nie ma, jedzie się jak symulatorem. Z drugiej strony takie zestrojenie na 100% będzie niesamowicie wygodne w trasie. Moja Alfa ma bardzo czuły i genialnie oddający nawierzchnię układ kierowniczy, ale po 100-200 kilometrach ciągłego korygowania toru jazdy na autostradzie ma się go dość. Kwestia tego co kto lubi. W trasy jest świetna, ale do prawdziwej zabawy Civic bije Ceeda na głowę. Asystent pasa ruchu działa ok, ale czasami irytuje jeżeli chce się przekroczyć linię bo omija się np. rowerzystę to trzeba z nim zawalczyć.
    – silnik: nie przesadzałbym z peanami. Moja Alfica ma silnik o podobnej mocy i pojemności (też turbo) i jest o wiele bardziej zrywna. Mówimy o 1.4 T-GDI. Różnica to manual vs automat (bo Ceeda miałem w automacie) pewnie robi swoje, ale mimo podobnej wagi wozu i mocy silnika Ceed był, nawet w trybie sport, dość ospały. Tutaj Alfica czy Civic 1.0 w manualu (którego też testowałem) są o wiele bardziej dynamiczne. Różnice nie są wielkie, ale czuć je zwłaszcza na niskich prędkościach. Mam wrażenie że ekologia, nawet w trybie sport robi swoje, a po aferze VW producenci boją się oferować bardziej agresywne nastawy silnika.
    – wygoda: zgodzę się, samochód jest bardzo wygodny. Brak elektrycznych foteli boli, do drobnych wygód się szybko przyzwyczajamy, ale da się to przeżyć. Widok do tyłu ssie i w lusterkach i przez szybę: czujniki i kamera parkowania niezbędne. Do przodu i na boki jest ok, słupki są masywne, jak to teraz bywa, ale są tak poprowadzone że nie ma problemów z widocznością.
    – wyciszenie: jest dobrze, ale nie aż tak jak chwali się Kia. Tył mocno daje się we znaki, trochę też słychać szum powietrza i to już od 100 km/godzinę. Ale nie jest tragicznie, można swobodnie rozmawiać przy 130-140, za to z tyłu słychać wyboje i kamyki na gorszych drogach.
    – wnętrze: jest ok, bardzo dobrze rozplanowane. Nie miałem absolutnie żadnych problemów z odnalezieniem się w kabinie niemal od razu po zajęciu miejsca. Wszystko czytelne i w zasięgu ręki. Fajnie. No i analogowe sterowanie wszystkim co istotne, tutaj KIA odwaliła kawał dobrej roboty. Jakościowo jest spoko, plastiki biją na głowę to co stosują Japończycy w Hondzie, i może jest trochę lepiej niż w Giuliettcie.

    W sumie samochód wg mnie wart jest swojej ceny do pakietu M. L tylko jeżeli potrzebujemy grzanych foteli (pakietu zimowego) którego z nieznanych mi względów nie da się dokupić do M. Dlaczego Kio? Reszta zawartości L to bajery które można mieć, tylko po co? GT-Line to wersja wg mnie mająca na celu tylko wyciągnięcie kasy od frajerów.

    Czy kupiłbym nowego Ceeda… tak. W pakiecie M, 1.4 z automatem (wygoda ponad wszystko) pewnie tak. Nawet ten wóz rozważam, chociaż startował z ostatniego miejsca to wygrał z Civiciem (jest wygodniejszy) i C4 Cactus (Citroen olał moją prośbę o jazdę testową). Walczy jeszcze z Giuliettą, ale biorąc pod uwagę że Alfa jest modelem który ma zostać wycofany to… kto wie 😉

    1. S.Tinger

      Jedno nie ulega wątpliwości: Giulietta i Ceed to dwa różne samochody, skonstruowane z myślą o trochę innych klientach. Sam bardzo lubię Alfę za jej bezpośredni układ kierowniczy, sposób w jaki jeździ. Gdy w niej siedzę, zawsze mam ochotę skoczyć na jakiś tor albo przynajmniej górską krętą drogę. Ale po torze czy Alpach nie jeździ się codziennie. Dlatego w normalnym użytkowaniu Ceed wydaje mi się bardziej uniwersalny i kompromisowy w dobrym tego słowa znaczeniu.
      Nie mogę natomiast zgodzic się z Twoim spostrzezeniani na temat kierownicy i głośności. Koło jest zrobione zeskóry, której może daleko od tej z M pakietu w BMW, ale za to po 50 czy 100 tys. km nie będzie na niej widać śladów zużycia. Jechałem też tym autem na tylnej kanapie po autostradzie i nie dostrzegłem żadnych niepokojących hałasów. Może to kwestia opon, rozmiaru kół, zawieszenia, walizek w bagażniku? Nie wiem, ale było dokładnie tak cicho, jak z przodu. Bardzo cicho.
      Jeśli chodzi o dynamikę to doświadczenie nauczyło mnie, że subiektywne wrażenia często nijak mają się do rzeczywistych osiągów. Konstruktorzy aut często inaczej ustawiają parametry oprogramowania silnika. Dla mnie, jako klienta istotny jest złoty środek między spalaniem, przyspieszeniem a elastycznością. I moim zdaniem i Ceedzie on jest.
      I na koniec jeszcze jedna rzecz – wielkie dzięki za ten komentarz. Bardzo, bardzo, bardzo lubię dyskutować z ludźmi, którzy znają się na rzeczy, wiedzą co w autach piszczy, czuć, że kochają fury i po prostu siedzenie za ich kierownicą sprawia im przyjemność.
      Pozdrawiam,
      Stachu

  2. Amadeo7

    Super test i ocena mysle ze.prawdzowa juz Pertyn chwalil bardzo to auto i myslę ze macie racje to Kia goni anawet powoli przegania konkurencje. Brawo za wiare i determi acke tej marki. Wiele modeli pokazalo klase…patrz II sportage etc.

  3. Marcin

    Jedna rzecz mnie nurtuje. Dlaczego w nowym Ceedzie niedostępne jest gniazdo USB/12V dla pasażerów siedzących z tyłu? Identyczna sytuacja jest w bliźniaczym I30. Z tego co widziałem taki Stonic posiada 12V a jest to chyba auto troche niżej pozycjonowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa