KIAwiarnia
Close

W nowy rok na pełnym gazie

Ceed, ProCeed, Optima po liftingu, Sportage i Sorento po zmianach – tak w telegraficznym skrócie można podsumować tegoroczne nowości w gamie Kii. Te europejskie, bo na świecie było ich więcej. A niektóre okazały się naprawdę zaskakujące. A niekiedy też tajemnicze. Zresztą, zobaczcie i oceńcie sami…

Forte, czyli Ceed sedan

Chwilę po tym, jak w Europie debiutował zupełnie nowy Ceed, w Stanach Zjednoczonych premierę miało Forte – przedstawiciel popularnego na tamtejszym rynku segmentu kompaktowych sedanów. Do środkowego słupka to właściwie europejski hatchback, może poza trochę zmodyfikowanym przednim zderzakiem. Znacznie więcej różnic znajdziemy w środku – deska rozdzielcza jest nieco inna, podobnie jak konsola centralna, uwagę zwracają okrągłe nawiewy klimatyzacji po bokach. Silniki? W standardowej wersji tylko jeden – wolnossący 2.0 o mocy niespełna 150 koni. Ale dla amatorów mocniejszych wrażeń szykowana jest też wersja GT, która oferowana będzie z tym samym motorem, co Ceed GT w Europie – 1.6 T-GDI o mocy ponad 200 koni mechanicznych.

Skoro Forte to tak naprawdę Ceed z większym bagażnikiem, to czemu nie zobaczymy go na Starym Kontynencie? To proste – u nas segment kompaktowych sedanów się nie przyjął. My, jeśli już potrzebujemy wozu z większym bagażnikiem, to wybieramy kombi. Uznajemy je nie tylko za praktyczniejsze, ale i zgrabniejsze. Z tego powodu z rynku zniknęły m.in. Volkswagen Jetta, Opel Astra sedan (generacja K), czy Ford Focus w takim wydaniu. Nie zmienia to faktu, że Forte wygląda naprawdę dobrze – jego bagażnik nie sprawia wrażenia doklejonego na siłę, jak to często bywa w takich wozach. Jednocześnie o 5 cm wydłużono rozstaw osi, co zaowocowało nieco większą ilością miejsca na tylnej kanapie. Za to pojemność samego bagażnika już nie budzi zachwytów – ma 433 litry, czyli aż o 170 mniej niż Ceed kombi! W dodatku jego zagospodarowanie ograniczają duże zawiasy. Nie ma zatem tego złego…

K900 – bardzo luksusowy Stinger

Ponad 5,1 metra długości, na każdym centymetrze kwadratowym wyłącznie wysokogatunkowa skóra, naturalne drewno, aluminium i lakier fortepianowy, a w centralnym miejscu konsoli analogowy zegarek sygnowany logiem szwajcarskiej manufaktury Maurice Lacroix. Do tego prawie 370-konny sześciocylindrowiec z turbo prosto ze Stingera GT, ośmiobiegowy automat i napęd na cztery koła. Przyznacie, że brzmi to, jak przepis na genialną limuzynę do szybkiego pokonywania długich dystansów w ciszy, spokoju i luksusie.

Za Oceanem K900 celuje w klientów, którzy dotychczas wybierali BMW serii 5 albo Mercedesa klasy E. Cenowo, bo pod względem komfortu i przestronności wnętrza autu bliżej do przedstawicieli segmentu wyżej, czyli limuzyn serii 7 i klasy S. W europejskich mediach na próżno szukać jakichkolwiek prezentacji czy testów tego auta, ale w amerykańskich wyczytać można m.in., że:

  • Pod względem wykonania prezentuje poziom Lexusa.
  • System multimedialny jest znacznie prostszy w obsłudze niż konstrukcje niemieckie, a nie usytępuje im jeśli chodzi o możliwości i grafikę.
  • W trybie „normal” K900 jest niesamowicie komfortowa i to, jak jedzie porównać można do podróży ultraluksusowym jachtem po gładkiej tafli wody.
  • W trybie „Sport” w aucie budzi się dusza Stingera – jest zaskakująco zwinne, jak na swoje gabaryty i wagę.

W świetle tego nie będzie chyba nadużyciem, jeżeli napiszę, że Koreańczycy nie poprzestają na podgryzaniu swoich konkurentów wyłącznie w segmencie „samochodów dla ludu”. Oczywiście zestawianie wprost znaczka Kia z określeniem „premium” byłoby trochę śmieszne, ale dobrze wiedzieć, że jest ktoś, kto stara się produkować równie luksusowe i kompetentne wozy co BMW albo Mercedes, bez konieczności wydawania na nie bajońskich sum. Wystarczy 60 tys. dol. Niestety, ten przywilej będą mieli wyłącznie mieszkańcy USA.

Telluride? Przecież to koreański Cadillac Escalade!

O tym, że apetyty Koreańczyków rosną świadczy nie tylko K900, ale także – a może nawet przede wszystkim – Telluride. Gigantyczny, ośmioosobowy luksusowy SUV, który na myśl przywodzi legendarnego Cadillaca Escalade. Koncepcyjna wersja tego wozu ujrzała światło dzienne w 2016 r. na salonie w Detroit. I spotkała się z tak entuzjastycznym przyjęciem, że kilka miesięcy temu pokazano wersję „prawie produkcyjną” – co ciekawe, zrobiono to podczas New York Fashion Week. Samochód miał co prawda na sobie mnóstwo dodatków sugerujących, że wybiera się na wyprawę w głąb dżungli, ale właśnie tak Kia postanowiła zakamuflować jego ostateczny wygląd. Podobnie zrobiła na targach motoryzacyjnych SEMA, gdzie pomarańczowy egzemplarz wyposażony w terenowy osprzęt woził VIP-ów po specjalnym torze. Niezależnie od tego spotterom udało się uchwycić na amerykańskich i koreańskich drogach kilka niezakamuflowanych, testowych sztuk. A to sugeruje, że do zapowiedzianego oficjalnie przez Kię rozpoczęcia produkcji w fabryce w West Point, jest coraz bliżej.

O kwestiach technicznych na razie nic nie wiadomo, ale podobno auto ma mieć naprawdę niesamowite zdolności terenowe. I niewykluczone, że pod jego maskę trafi doładowane V6 ze Stingera, wzmocnione stadkiem kilkunastu dodatkowych koni. Telluride ma zastąpić wysłużony model Borrego, produkowany od 2008 r. Poza USA auto sprzedawane będzie prawdopodobnie także w Rosji. Zobaczcie, jakie wrażenie robił egzemplarz pokazany na New York Fashion Week:

Soul ciągle ma duszę

W dzisiejszych czasach często bywa tak, że forma bierze górę nad treścią. W motoryzacji sprowadza się to do tego, że producenci nadają samochodom coraz bardziej fikuśne i atrakcyjne kształty, na czym nierzadko traci ich praktyczność i przestronność. Chlubnym odstępstwem od tej reguły był Soul – o pudełkowatym kształcie, niekoniecznie brzydki, za to na pewno oryginalny. I dobrze wiedzieć, że następna generacja modelu niewiele się pod tym względem zmieni. Nowoczesności autu dodają wąskie przednie reflektory i tylne, charakterystyczne lampy. We wnętrzu pojawił się duży ekran nawigacji i multimediów (ma przekątną prawie 10,3 cala) oraz mnóstwo stylistycznych smaczków, nadających autu wyjątkowości i… wesołości. Generalnie, gdybym miał określić Soula jednym słowem, to powiedziałbym, że jest radosny. Niemniej pod tym budzącym uśmiech płaszczykiem kryje się całkiem poważna technologia. Samochód od początku będzie dostępny w wersji elektrycznej. Silnik o mocy 204 koni i momencie obrotowym sięgającym 400 Nm zapewni więcej, niż wystarczające osiągi. Z kolei akumulator o pojemności 64 kWh pozwoli przejechać na jednym ładowaniu ponad 300 kilometrów. Dobra wiadomość jest też taka, że nowy Soul EV w przyszłym roku wjedzie także do Europy.

W tym miejscu chciałbym życzyć Wam, by ten Nowy Rok okazał się dla Was komfortowy jak K900, obfitował we wrażenia godne Telluride’ i jednocześnie był wyjątkowy i radosny jak Soul. Do przeczytania za kilka dni. Czyli już w 2019. Wjedźcie w niego pewnie i bezpiecznie!

Powiązane artykuły

Komentarze (2) do “W nowy rok na pełnym gazie

  1. pioter

    A o Kia Granbird to niełaska napisać? Też komfortowa, z silnikiem o dużej pojemności i mocy, niestety, niedostępna w Europie 🙁

    1. Staszek

      Piotr, Tym nie nie bierz pod włos. Nie mam prawa jazdy na autobusy 😛 Poza tym Granbird nie debiutował w tym roku. Chyba;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zgoda marketingowa